Szukaj:Słowo(a): astrologii i sztuce przepowiadania Tajemnice
Wróżenie jest sztuką bardzo starą. Jego praźródłem była chęć odkrycia największej tajemnicytajemnicy przyszłości. Sposoby przepowiadania nadchodzących zdarzeń były różne. Spoglądano w niebo, z zaciekawieniem śledząc ruchy ciał niebieskich (z czego wywodzą się astrologia i horoskopy), z uwagą przyglądano się zjawiskom przyrody, np. błyskawicom. Obserwowano zachowanie zwierząt, zwłaszcza ptaków (ornitomancja), wpatrywano się w strukturę połyskujących kamieni szlachetnych, zgłębiano zagadki liczb (numerologia). O tym, co może człowieka spotkać , mówiły również cechy jego ciała, np. dłoni (chiromancja). Interpretowano też sny, które często uważano za prorocze (onejromancja). Dziś nadal odczuwamy potrzebę spojrzenia w przyszłość. Ożywają i wracają do łask rożne, niekiedy prastare, systemy wróżebne, rosną szeregi tych, którzy przepowiadanie przyszłości uczynili, tak jak bywało przed wiekami, swoim zawodem.
W nadchodzącym roku znowu będzie głośno o bielskim Studiu Filmów Rysunkowych. Na ekrany kin wejdzie "Gwiazda Mikołaja". Opowieść o Mikołaju Koperniku to największa produkcja bielskiego studia od 22 lat.

Bohaterowie wymyśleni w bielskim Studiu Filmów Rysunkowych - zwłaszcza Bolek i Lolek oraz Reksio - zrobili furorę na całym świecie. Ostatnim pełnometrażowym filmem, który święcił triumfy, był "Bolek i Lolek na Dzikim Zachodzie" z 1986 roku. Od tego czasu fabryka najsłynniejszych polskich filmów dla dzieci nie zrealizowała żadnej dużej produkcji.

Teraz zła passa ma się odwrócić. W nadchodzącym roku o bielskim studiu znowu będzie głośno, bo na ekrany wejdzie nowy film - "Gwiazda Mikołaja". Bohaterem tej 90-minutowej produkcji będzie młody Mikołaj Kopernik.

Pomysłodawcy filmu - Zdzisław Kudła (dyrektor SFR, reżyserował m.in. "Porwanie w Tiutiurlistanie") i Andrzej Orzechowski (scenarzysta m.in. "Bolka i Lolka na Dzikim Zachodzie") - nieprzypadkowo wybrali Kopernika na bohatera swojej kreskówki. - To postać uniwersalna, znana na całym świecie. Liczymy, że film znajdzie odbiorców nie tylko w Polsce, dlatego od razu przygotowujemy wersję polską i angielską - mówi Kudła.

Prace nad filmem rozpoczęły się w 2006 roku i dobiegają końca. Animacje są już gotowe, trwa montaż filmu. Na początku roku zostaną jeszcze nagrane dialogi i muzyka.

Kilkudziesięciu rysowników, którzy pracowali przy filmie, musiało wykonać aż pół miliona rysunków animacyjnych, które złożą się na "Gwiazdę Mikołaja". - To wszystko klasyczna animacja, podobna do słynnego "Króla Lwa" - wyjaśnia Kudła.

Twórcy obiecują, że film nie będzie nudną biografią najsłynniejszego polskiego astronoma. To pasjonująca opowieść z elementami sensacyjnymi, komediowymi, a nawet melodramatycznymi. Historia o spełnianiu młodzieńczych marzeń zaczyna się, gdy Kopernik ma dziesięć lat, a w jego domu w Toruniu pojawia się niderlandzki astrolog Paul van de Volder i przepowiada mu wielką przyszłość. Chłopiec zaczyna się interesować gwiazdami, poznaje tajemnice nieba, studiuje i powoli dochodzi do swojego największego odkrycia. Cały czas trwa jednak walka o jego duszę.

"Gwiazdę Mikołaja" dofinansował Polski Instytut Sztuki Filmowej, a w produkcję zaangażowały się również Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych w Warszawie oraz Bank Spółdzielczy w Skoczowie. Dystrybutorem filmu będzie znana firma Kino Świat. Data premiery nie została jeszcze ustalona.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice


Wciąż niewiele wiemy o początkach astrologii w świecie starożytnym. Czy stworzyli ją magowie Egiptu czy chaldejscy kapłani? I jaki udział w jej rozwoju miały kultury Grecji i Rzymu?

Podstawy wiary we wpływ ciał niebieskich na życie ludzkie wydają się oczywiste: w najdawniejszych religiach, kształtujących stosunek człowieka do świata, gwiazdy i planety, a zwłaszcza Słońce i Księżyc, były utożsamiane z bóstwami, i to najważniejszymi. Bogowie zaś mieli niemal nieograniczoną władzę nad losem mieszkańca Ziemi. Poza tym to bogowie stworzyli ten świat, razem z jego światłami dziennymi i nocnymi, pismo nieba musiało więc zawierać ważny przekaz.



Ów przekaz minione pokolenia odczytywały na różne sposoby. W kolejnych cywilizacjach, kształtujących oblicze krain nad Eufratem i Tygrysem, rozwinął się system interpretacji omenów niebieskich, pozwalający snuć prognozy na temat losów władców i ich włości. Nad Nilem śledzenie dramatycznej wędrówki boga Słońca Re przez Świat Podziemny zaowocowało oryginalnymi metodami pomiaru czasu.

Egipt czy Babilon?

Starożytność klasyczna, ukształtowana przez kulturę Grecji, a później imperium rzymskiego, spierała się, czy astrologia narodziła się w Mezopotamii czy w Egipcie. Grecki historyk Herodot, żyjący w V wieku p.n.e., pisał w swoich "Dziejach":

"Dalej to także jest wynalazkiem Egipcjan: któremu z bogów każdy miesiąc i każdy dzień jest poświęcony; jaki los spotka każdego wedle dnia jego urodzin; jak on skończy życie i jaki będzie miał charakter. A z tego zrobili użytek ci z Hellenów, którzy zajmowali się poezją. Cudownych znaków więcej u nich wykryto niż u wszystkich innych ludów. Kiedy bowiem zdarzy się cudowny znak, obserwują wynik i zapisują go, a jeżeli kiedy później zdarzy się podobny do tego, sądzą, że będzie on miał taki sam wynik" (tłum. S. Hammer).



Pliniusz Starszy, rzymski encyklopedysta z I wieku n.e., przytoczył w "Historii naturalnej" opinię Babilończyka Berossosa, który twierdził, że obserwacje ciał niebieskich były prowadzone w Mezopotamii od 490 tys. lat. Podaną przez Pliniusza liczbę lat znał już wcześniej Diodor Sycylijski, kiedy spisywał w I wieku p.n.e. 40 ksiąg swojej "Biblioteki". Ten grecki autor z kolei wierzył, że biegli w sztuce wróżenia z gwiazd Chaldejczycy, jak określano w starożytności Babilończyków, byli egipskimi kolonistami, którzy dotarli do Międzyrzecza w zamierzchłych czasach.

Europa nowożytna przez długi czas brała świadectwa klasycznego antyku za dobrą monetę. Trudno się temu dziwić, skoro właściwie do XIX stulecia kultura i nauka Zachodu miały kontakt z dawnymi tekstami Mezopotamii i Egiptu wyłącznie za pośrednictwem autorów greckich. Sytuacja zmieniła się za sprawą Jeana François Champolliona, który rozwikłał zagadkę pisma hieroglificznego, publikując w 1822 roku w Paryżu słynny "List do Pana Daciera, dotyczący alfabetu hieroglifów fonetycznych".

Za drugi przełomowy moment można uznać pewne majowe spotkanie roku 1857, kiedy powołana przez Królewskie Towarzystwo Azjatyckie Wielkiej Brytanii i Irlandii komisja rozstrzygnęła, że cztery przekłady pewnego asyryjskiego tekstu klinowego, wykonane niezależnie przez czterech ekspertów, wykazują uderzające podobieństwo pod względem znaczenia całości i poszczególnych słów. Teraz należało tylko wydobyć na światło dzienne przysypane piaskiem biblioteki Międzyrzecza oraz krainy faraonów i zasiąść do mozolnej lektury.

Ze źródeł odczytywanych przez asyriologów i egiptologów wyłonił się nowy obraz dziejów poznawania przez człowieka wszechświata. Okazało się, że tajemna wiedza kapłanów Egiptu i Babilonu w swojej najbardziej podstawowej warstwie zawiera błyskotliwe odkrycia matematyczne oraz uporządkowane systemy astronomiczne, łączące wielowiekowe obserwacje nieba z praktycznymi w obsłudze metodami rachunkowymi. Tylko astrologia gdzieś się w tym wszystkim zapodziała.

Na styku kultur

Dziś historycy nauki skłaniają się ku opinii, że astrologia, która stała się tak popularna w świecie grecko-rzymskim, a później w średniowieczu i epoce odrodzenia, ukształtowała się w greckiej kulturze naukowej. Przy tym jej początków szuka się między IV a II wiekiem p.n.e., kiedy powstawała grecka astronomia matematyczna, której ostatecznym triumfem był precyzyjny kosmos geocentryczny Arystotelesa i Klaudiusza Ptolemeusza. Nie oznacza to jednak, że głosy greckich i rzymskich autorów, szukających ojczyzny astrologii u ujścia Nilu do Morza Śródziemnego lub na Bliskim Wschodzie, należy uznać za całkowicie niepoważne. Historia astrologii starożytnej jest znana zbyt fragmentarycznie, by rozsądne było formułowanie kategorycznych stwierdzeń na jej temat.



Przez astrologię klasyczną rozumiemy zbiór różnych metod, które prowadzą, po pierwsze, do ustalenia położeń ciał niebieskich na wybrany moment; po drugie, do interpretacji tego układu; i po trzecie, do sformułowania na tej podstawie diagnozy lub prognoz dotyczących losów pojedynczej osoby, jakiegoś przedsięwzięcia czy całych krain. Kluczowym elementem jest w tym wypadku zamrożenie obrotu nieba względem horyzontu. Uzyskaną w ten sposób mapę nazywamy horoskopem, a jej wewnętrzna struktura jest zdeterminowana przez punkt zodiaku wschodzący w chwili, dla której obliczamy horoskop - przez ascendent (po grecku horoscopos). Na tak powstałej mapie możemy umieścić planety i punkty, które astrologia uważa za ważne.

Tak rozumiana astrologia rzeczywiście przynależy do sfery nauki greckiej, ale wiele wskazuje na to, że ukształtowała się nie bez wpływów astronomii babilońskiej. Sprzyjały temu intensywne kontakty Grecji ze Wschodem, których kulminacją były czasy Aleksandra Wielkiego (356-323 p.n.e.), wyznaczające w basenie Morza Śródziemnego początek ery hellenistycznej. Oto garść przykładów.

W tekstach klinowych znad Eufratu i Tygrysu, podających położenia ciał niebieskich, występują "sekretne miejsca planet" - obszary na niebie, które w jakiś sposób zwiększały znaczenie planety w formułowanych przez babilońskich pisarzy i kapłanów przepowiedniach. Tradycja ta sięga prawdopodobnie II tysiąclecia p.n.e. Później Babilończycy przypisali te "sekretne" miejsca planet znakom wymyślonego przez siebie zodiaku. Tymczasem w astrologii greckiej odnajdujemy wywyższenia - miejsca w zodiaku, które potęgują działanie planety w horoskopie. Tak się składa, że greckie wywyższenia wypadają w tych samych znakach co babilońskie sekretne miejsca planet. A zatem Grecy wraz z zodiakiem astronomicznym przejęli od Babilończyków pewne jego wróżebne zastosowania.

Astrologia świata grecko-rzymskiego posługiwała się prostymi tablicami, które pozwalały uzyskać podstawowe elementy horoskopu na wybrany moment dnia w roku. Analiza zachowanych greckich horoskopów z I wieku p.n.e. i późniejszych stuleci wskazuje, że do ich obliczania wykorzystywano metody arytmetyczne, wymyślone znacznie wcześniej w astronomii babilońskiej, której głównym zajęciem było właśnie wytwarzanie jak najdokładniejszych tablic położeń ciał niebieskich na różne okazje. Ba, greccy astrolodzy posługiwali się tymi sposobami nawet wówczas, gdy ich koledzy astronomowie opracowali dokładniejsze metody geometryczne, umożliwiające rozwiązywanie trójkątów na sferze niebieskiej.



Ten fragment dziejów astrologii pozwala lepiej zrozumieć uwagę, którą Horacy zawarł w swojej słynnej pieśni 11 z księgi pierwszej, powstałej około 25 roku p.n.e.: "Nie pytaj, bo wiedzieć nie trzeba, jaki mnie, jaki tobie / kres bogowie zgotują, Leukonoe, ni babilońskich / nie badaj liczb" (tłum. A. Lam). Nawiasem mówiąc, to bodaj jedyny poprawny polski przekład tego fragmentu; olbrzymia większość tłumaczy zamiast "babilońskich liczb", stanowiących podstawę rachunków greckich i rzymskich astrologów, wprowadza tu po prostu "babilońskich wróżbiarzy" czy "babilońską magię".

Wiemy na pewno, że jeden z twórców geometrycznych modeli ruchów planet, Hipparch z Nikai, pracujący w II wieku p.n.e. na wyspie Rodos, korzystał z zasobów astronomii babilońskiej. Miał dostęp do zbiorów babilońskich danych obserwacyjnych, dotyczących na przykład zaćmień Słońca i Księżyca, dysponował również parametrami liczbowymi, które służyły astronomom z Mezopotamii do prognozowania ruchów planet. Następca Hipparcha, Klaudiusz Ptolemeusz, tworzący w II wieku n.e. w Aleksandrii, wykorzystał w swoich rozważaniach opis przebiegu zaćmienia Księżyca, sporządzony w Babilonie 19 marca 721 roku p.n.e.

To nie wszystkie przykłady, jakie można by przytoczyć, uzasadniając przepływ praktycznej wiedzy astronomicznej ze Wschodu ku ośrodkom greckim, choć przykładów tych nie jest znowu aż tak wiele - historycy nauki byliby szczęśliwi, gdyby ów proces zostawił wyraźniejszy ślad w zachowanych źródłach. Jednocześnie w zgromadzonych do tej pory przez archeologów zbiorach tabliczek klinowych nie znajdziemy tekstów, które są horoskopami w klasycznym tego słowa znaczeniu. Znaki niebieskie, omeny, a później ruchy planet na tle gwiazdozbiorów zodiaku stanowiły w Mezopotamii ważny element sztuki odczytywania możliwego biegu przyszłych wydarzeń, ale sztuka ta nie przekształciła się w klasyczną astrologię, pozostając raczej omenologią. Transformacja najwyraźniej dokonała się w obszarze myśli greckiej epoki hellenistycznej.

Od znaków nieba do horoskopów

Nie oznacza to jednak, że wróżenie z ruchów ciał niebieskich rodem z Mezopotamii nie zaczęło zaprzątać głowy greckich myślicieli wcześniej. Na przykład Ktezjasz, grecki lekarz i dziejopis z drugiej połowy V wieku p.n.e., w swojej "Historii perskiej" wyraził podziw dla zdumiewającej dokładności, z jaką chaldejscy kapłani potrafią przewidywać przyszłość na podstawie znaków nieba. A w słynnym micie o żołnierzu Er z dialogu "Państwo" Platon (V/IV wiek p.n.e.) przydziela planetom kolory w taki sposób, w jaki czyniono to w babilońskich zbiorach omenów astronomicznych.

Przypadek Platona jest interesujący z jeszcze innego powodu. W jego kosmologicznym dialogu "Timajos" znajdujemy następujący fragment:

"Lecz rozprawiać o ruchach kołowych tych gwiazd [planet], o ich spotkaniach i nawrotach, o ich wzajemnych położeniach blisko horyzontu, wykazywać, kiedy się one wzajemnie wyprzedzają, opisywać, jakimi są one w koniunkcjach i opozycjach, które z nich przechodzą poza drugimi i mogą w ten sposób ukryć się przed nami, by znów na nowo się zjawić i wprawiać w trwogę lub oznajmiać przyszłe wydarzenia ludziom niezdolnym do myślenia - opowiadać to wszystko, mówię, byłoby stratą czasu, o ile nie robiłoby się jakichś modeli celem naśladowania tych zjawisk" (tłum. P. Siwek).

Platon uchwycił tu istotę astronomii babilońskiej, opisującej prostymi metodami rachunkowymi zjawiska związane z ruchami planet (pętle, wschody i zachody) oraz zaćmienia. Fragmentowi temu pejoratywny wydźwięk nadaje fraza ludziom niezdolnym do myślenia. Angielski badacz antyku Robin Waterfield argumentuje jednak, że w niemal wszystkich zachowanych greckich rękopisach nie występuje w tym miejscu przeczenie. Innymi słowy, Platon mógł pisać o "ludziach zdolnych do myślenia", uprawiających wieszczenie na podstawie zachowania się ciał niebieskich, z aprobatą.



Istnieje jeszcze jeden rodzaj źródeł, pozwalający snuć rozważania na temat możliwych aliansów między astrologią świata grecko-rzymskiego i babilońską omenologią. Najbliższe koncepcji astrologii klasycznej są tak zwane babilońskie horoskopy. "Tak zwane", gdyż nie są horoskopami w dosłownym rozumieniu tego terminu. Znamy niespełna 30 takich tekstów; powstały one w okresie od 410 do 69 roku p.n.e. Najstarsze greckie horoskopy, jakie dotrwały do naszych czasów, pochodzą z końca I wieku p.n.e. W sumie badaczom udało się zgromadzić około 300 greckich horoskopów. Jeśli chodzi o czas ich powstania, rozkładają się one w miarę równomiernie na przestrzeni kolejnych stuleci aż po erę islamu. Innymi słowy, według twardych dowodów grecka astrologia horoskopowa zaczyna się kilkadziesiąt lat po tym, jak przestała istnieć najbardziej wyrafinowana postać babilońskiej astronomii w służbie wróżbiarstwa.

Robiąc ukłon w kierunku starożytnych autorów, wypadałoby się zapytać o miejsce Egiptu w tej astrologicznej mozaice. Kraj nad Nilem dostał się pod panowanie dynastii Achemenidów, władającej także Babilonią, pod koniec VI wieku p.n.e. Oczywiście, nie były to pierwsze kontakty Egiptu z Mezopotamią, ale w czasie sprawowania władzy przez dynastię perską wymiana między ośrodkami wiedzy zyskała niespotykaną wcześniej intensywność. Z tamtego okresu pochodzi zapewne egipski tekst, który prognozował losy sąsiednich krain (Kreta, Syria, ziemie Żydów i Amorytów) na podstawie zaćmień Słońca i Księżyca, w zależności od miesiąca, w którym wystąpią, miejsca na niebie, gdzie będą obserwowane, oraz godziny dnia lub nocy. Podobieństwo do pewnego rodzaju zbiorów omenów niebieskich, funkcjonujących w Mezopotamii, jest nieodparte.

Niemniej wspomniany przez Herodota egipski wynalazek, polegający na umiejętności przepowiadania, "jaki los spotka każdego wedle dnia jego urodzin", odnosił się raczej do popularnego w Egipcie kalendarzowego systemu dni szczęśliwych i nieszczęśliwych, który był w użyciu nad Nilem co najmniej od połowy II wieku p.n.e. Astrologia horoskopowa zyskała w końcu w Egipcie dużą popularność, ale wyrosła na gruncie kultury hellenistycznej i była w istocie astrologią świata grecko-rzymskiego. Inna rzecz, że egipska szkoła astrologiczna wniosła własny wkład do klasycznej doktryny, chociażby poprzez system dekanów. Dawał on dodatkowy podział każdego znaku zodiaku na trzy równe części, czyli pozwalał wyróżnić 36 dekanów w całym zodiaku (patrz "Tajemnice nieba Egiptu", "WiŻ" 9/2007). Rzymski astrolog Firmicus Maternus pisał w IV wieku n.e., że dekany mają nieskończoną moc i swobodę w decydowaniu o losach człowieka. W średniowiecznej Europie dekany pośrednio sprowokowały dyskusję o horoskopie Jezusa. A ich najpiękniejszym przedstawieniem do dziś są XV-wieczne freski w pałacu Schifanoia w Ferrarze.

Dlaczego astrologia?

W świecie grecko-rzymskim astrologia nie była jedyną propozycją, jaka pozwalała zainteresowanym zmniejszyć poczucie niepewności co do przyszłych losów ich samych, członków rodziny lub podejmowanych przedsięwzięć. Z astrologami konkurowali magowie, wróżbici różnego autoramentu, czytający przyszłość z dłoni, z wnętrzności zwierząt, z lotu ptaków, ze snów, czy wreszcie poważne wyrocznie. Dlaczego astrologia zdobyła tak ważną pozycję w świecie późnego antyku?



Kwestii tej nie da się rozstrzygnąć w kilku zdaniach. Być może przyczynił się do tego kosmiczny charakter astrologii - o wyniku przepowiedni decydował, przynajmniej z punktu widzenia petenta, cały uporządkowany wszechświat, a stosowane metody, czerpiące z matematyki i astronomii, miały certyfikat najwyższej ścisłości. Niewykluczone, że tak autorytatywna postać przewidywania przyszłości zajęła miejsce, zwalniane w tym czasie przez innego prestiżowego udziałowca na rynku - świątynne wyrocznie. Pod koniec I wieku n.e. przybytki te najwyraźniej traciły swój autorytet w takim tempie, że Plutarch z Cheronei postanowił przedyskutować przyczyny tego zjawiska w dialogu "O zamilknięciu wyroczni". A rzymski poeta Juwenalis w satyrze opublikowanej około 120 roku n.e. i skierowanej przeciwko instytucji małżeństwa żalił się, że kobiety łatwo ulegają namowom astrologów, ponieważ w czasach, kiedy zamilkła wyrocznia w Delfach, człowiek jest skazany na niewiedzę o swojej przyszłości.

Jarosław Włodarczyk


W zwierciadle mistrza Twardowskiego

Słynne lustro, w którym Zygmunt August zobaczył zmarłą ukochaną żonę Barbarę to jedyny przedmiot, który pozostał po Mistrzu Twardowskim. Znajduje się w bazylice pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Węgrowie. Każdy może pojechać i sprawdzić, co się w nim odbija.

W Węgrowie jest wspaniała bazylika, poświecona na kościół farny, pod dozorem księży komunistów. Jan hrabia Krasiński w pierwszych latach niedawno upłynionego wieku wzniósł ten pomnik gorliwości obywatelskiej, klasztor i zakład naukowy dla młodzieży przy nim założywszy. Piękna sala przy tym kościele znajdująca się poświęcona na zakrystię, zawiera między innymi darami fundatora zwierciadło godne uwagi (…) żadnej skazy na sobie nie mające, stłuczone tylko u dołu (…), to jest zwierciadło czarownika Twardowskiego.(1)

Te kilka zdań zamieszczonych w artykule Teodora Narbutta wyciągnęło z cienia niepamięci przedmiot równie tajemniczy, co jego dawny właściciel. Jeżeli jednak spróbujemy przybliżyć się do prawdy o mistrzu Twardowskim, uznawanym przez większość badaczy za postać autentyczną, napotkamy obraz równie zamglony i nieokreślony, co odbicie w magicznym lustrze, będącym jedynym przedmiotem, jaki po nim pozostał.


Lustro Twardowskiego (na stałe znajdujące się w zakrystii bazyliki mniejszej pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Węgrowie)

Po śladach maga

Jak dotąd dzieje Twardowskiego i wszystko, co z nim związane, zaliczają się do historii, których sens nie tkwi w środku jak pestka, lecz otacza z zewnątrz opowieść, która rzuca tylko nań światło – jak blask oświetla opary – na wzór mglistych aureoli widzialnych czasem przy widmowym oświetleniu księżyca.(2)

Niemal wszystko w osobie Twardowskiego jest zagadką. Jest powszechnie znany, ale o jego życiu niewiele wiadomo. Musiał zyskać sobie dużą sławę, skoro Łukasz Górnicki w 1566 roku(3) przywoływał go w swoim Dworzaninie polskim jako synonim czarnoksiężnika. Po raz kolejny osoba Twardowskiego pojawia się w 1624 roku w rękopisie Historia Poloniae, autorstwa Joachima Possela, nadwornego lekarza Zygmunta III Wazy, opisującego czasy pomiędzy rokiem 1551 a 1570. Possel zanotował, że gdy Barbara Radziwiłłówna już nie żyła (zm. 1551), zwołano czarnoksiężników, którzy mieli spełnić życzenie Zygmunta Augusta i wywołać ducha jego żony. Dokonał tego sam Twardowski w nader dramatycznych okolicznościach (4).

Kazimierz Władysław Wójcicki, pisarz, historyk i edytor, w 1864 roku przedstawił odnaleziony przez siebie rękopis Józefa Wereszczyńskiego, biskupa kijowskiego, który miał wyjaśniać zarówno genezę kariery Twardowskiego w wyższych sferach dworskich za czasów Zygmunta Augusta, jak też pojawienie się w Polsce magicznego lustra.

Krasiński, wysłany na pobieranie wyższych nauk do Niemiec, w Wittenberdze słuchał sławnego reformatora Filipa Melanchtona. Tu poznał Twardowskiego i kiedy na nalegania wuja swego Mikołaja Dzierzgowskiego (…) przeniósł się do Akademii Krakowskiej, Twardowski przybył z nim razem do stolicy jagiellońskiej, kiedy Krasiński nabrał znaczenia, za jego wpływem Twardowski został koniuszym na dworze Zygmunta Augusta. Biskup bawiąc w Niemczech poświęcił się naukom przyrodzonym, głównie zaś alchemii i astrologii, a Twardowski, który z Wittenbergi jako osobliwość przywiózł powiększające metalowe zwierciadło, umierając zapisał je Krasińskiemu (między 1572 a 1577 r.), już wówczas biskupowi krakowskiemu. To wskazuje, że sam sławny czarnoksiężnik umarł przed 1577, a Wereszczyński podaje powyższe wiadomości w rok po śmierci biskupa Krasińskiego (1578) dobrze rzeczy świadomy.(5)

W 1719 roku jezuita Stanisław Bielicki w zbiorze kazań „Niedziele kaznodziejskie”, w mowie przeciw czarom wspomniał, że Zygmunt August zobaczył w lustrze dzięki Twardowskiemu wszystkich swoich przodków oraz zmarłą małżonkę Barbarę, lecz doznane wzruszenie omal nie przyprawiło go o utratę życia.(6) Warto zauważyć, że była to pierwsza relacja łącząca magiczne lustro ze sprawą wywołania ducha Barbary Radziwiłłówny.

Bibliotekarz i historyk – Jerzy Samuel Bandtkie – w Historii drukarń krakowskich z 1815 roku stwierdził (bez podania źródeł), że Twardowski to szlachcic polski, który studiował na Akademii Krakowskiej, był autorem ksiąg czarnoksięskich, działał w Krakowie i Krzemionkach Krakowskich, gdzie miał swoją szkołę, a porwany został stamtąd przez służących – diabłów.(7) O magu opowiada słynna ballada Adama Mickiewicza Pani Twardowska, zamieszczona w wydanym w 1822 roku zbiorze „Ballady i romanse”. Następnie, w roku 1828, Teodor Narbutt publikuje cytowany już artykuł: Zwierciadło czarnoksięskie Twardowskiego, opisując lustro przechowywane w Węgrowie. Ksiądz Franciszek Siarczyński (1758?-1829) po krytycznej analizie źródeł uznał Twardowskiego za postać historyczną z czasów Zygmunta Augusta. Przedstawił go jako polskiego szlachcica, biegłego w matematyce i chemii, które to nauki wykorzystywał do mamienia gawiedzi sztuczkami, uważanymi wówczas za czarnoksięskie. Aleksander Brückner (1856-1939) natomiast, jak przystało na trzeźwego encyklopedystę, uważał, że Twardowski jest postacią zmyśloną, łączącą w sobie rozmaite wątki spotykane w różnych kulturach. W 1840 roku Józef Ignacy Kraszewski opublikował powieść Mistrz Twardowski – książkę o dużym rozgłosie, tłumaczoną na obce języki.


Projekt fontanny z Panem Twardowskim na księżycu, autorstwa białoruskiego rzeźbiarza Aleksieja Pawluczuka

Intrygi dworskie i magiczne

Nowe światło na ten problem rzucił Roman Bugaj w swojej publikacji Nauki tajemne w dawnej Polsce, w której wysunął interesującą hipotezę, jakoby Twardowski istniał naprawdę, lecz w rzeczywistości był Niemcem i pochodził ze Szwabii, z Norymbergi. Franciszek Krasiński poznał go podczas swoich studiów w Wittenberdze jeszcze jako Lorenza Dhura. Tenże, nazywany z łacińska Laurentiusem Duranoviusem, studiował w Wittenberdze w czasach, gdy przebywał tam sławny doktor Johann Faust (uwieczniony przez Goethego), u którego Duranovius odebrać miał pierwsze wtajemniczenie w nauki magiczne.(8)

Dzięki znajomości z młodym Krasińskim przyjazd do Polski stał się dla Dhura początkiem kariery dworskiej. Pełnił różne funkcje, zajmował się medycyną, ale nie zaniedbywał praktyk czarnoksięskich. Mógł przy tym liczyć na przychylność Zygmunta Augusta, pasjonata astrologii i alchemii. Według Bugaja, Lorenz Dhur spolszczył wówczas swoje nazwisko na Twardowski (od łac. durus – twardy). Nadal cieszył się przyjaźnią swojego kolegi ze studiów, późniejszego biskupa Franciszka Krasińskiego, człowieka ambitnego i uwikłanego w grę o władzę. Za wstawiennictwem Krasińskiego, Twardowski został mianowany podkoniuszym litewskim. Stanowisko to miało być jakoby nagrodą za udział w machinacji, jaką przeprowadziła koteria dworska, skupiona wokół Mikołaja i Jerzego Mniszchów. Wykorzystali oni do swoich celów seans spirycystyczny, podczas którego Twardowski „wywołał” ducha Barbary Radziwiłłówny. Cała historia była mistyfikacją: w nocy z 7 na 8 stycznia 1569 roku, w ciemnej komnacie pojawiła się ucharakteryzowana na zmarłą królową figurantka – Barbara Giżanka, w rzeczywistości wspólniczka braci Mniszchów.(9) Giżanka pokazała się tylko przez moment, po czym znikła, ale wydarzenie to rozbudziło na nowo tęsknotę króla za dawną miłością. Następnym krokiem Mniszchów było wprowadzenie Giżanki na dwór królewski. Dzięki swojej nieprzeciętnej urodzie i podobieństwu do zmarłej małżonki króla, ta wątpliwej reputacji mieszczka warszawska zajęła na stałe miejsce przy boku Zygmunta Augusta, hojnie wynagradzając wspólników dobrami i nadaniami, wyłudzanymi od schorowanego już wówczas władcy. Właśnie dzięki niej Krasiński miał otrzymać godność biskupa krakowskiego, a Twardowski – podkoniuszego litewskiego.

Lorenz Dhur vel Twardowski niedługo cieszył się uśmiechem Fortuny – jako niewygodny świadek został zamordowany w 1573 roku przez siepaczy nasłanych przez Mniszchów, którzy następnie rozpuścili pogłoski, że przeklętego czarownika pochłonęło piekło. Stąd wzięła się legenda o rzekomym porwaniu Twardowskiego przez diabły z karczmy Rzym. Ta w gruncie rzeczy ponura historia stała się podstawą hipotetycznej rekonstrukcji zdarzeń, dokonanej przez Bugaja. Hipoteza jest jednak dobrze udokumentowana, co nadaje jej cechy dużego prawdopodobieństwa.

Kto zerknie w zwierciadło…

Jedyną pamiątką po Twardowskim jest lustro zawieszone w zakrystii bazyliki mniejszej (dawnej fary) pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Węgrowie. Zwierciadło to jest z aliażu używanego powszechnie na zwierciadła przed wynalezieniem szklanych zwierciadeł (…). Obraz daje zatarty lekko na czerwono, a w odległości 8-10 łokci staje się rozmyty.(10) Pierwsze zdjęcie tego niezwykłego przedmiotu wykonał w 1871 roku fotograf Marcin Olszyński, który także oczyścił go z plam i śniedzi oraz zbadał jego budowę i działanie.

Znany naukowiec i kolekcjoner Tadeusz Przypkowski w 1958 roku dokonał oględzin słynnego lustra. Jego opis przekazał do archiwum parafialnego bazyliki węgrowskiej. Tak zwane zwierciadło Twardowskiego jest prostokątną polerowaną płytą metalową o wadze około 17,8 kilograma i wymiarach 56 x 46,5 centymetrów oraz o grubości około 8 milimetrów. Biegnący wokół niej grawerunek (…) zatarty był późniejszymi przepolerowaniami lustra. Rysunek przedstawia roślinne arabeski w postaci falisto-spiralnych wici w ujęciu dwu linii prostych, krzyżujących się w narożniku w kwadracik z osobną w nim rozetą. Poza tym narożniki wewnątrz ramy opatrzone są dużymi palmetami roślinnymi. Cały grawerunek wyryty jest dość prymitywnie (…) i amatorsko, lecz posiada wyraźne cechy złotnictwa poł. XVI w.

Płyta zwierciadła została wykonana z bardzo kruchego metalu, w skład którego wchodzi srebro, cynk i cyna. Ich charakter daje świadectwo niejednolitości stopu, co wraz z prymitywizmem odlewu, posiadającego z odwrotnej strony wyraźne wypukłości rozlanych, lecz niedokładnie przetopionych fragmentów jakiegoś złomu do stopu użytego, daje całości charakter amatorskiej roboty jednorazowej, bez dostatecznej praktyki.(11)

Zwierciadło zostało w niewiadomym czasie rozbite na trzy części – jego powierzchnię przecinają u dołu dwa pęknięcia. Oprawione jest w ramę z drewna sosnowego, o szerokości 115 milimetrów, z orzechową okładziną barwioną na czarno. Zaplecek lustra został wykonany ze zwykłej deski sosnowej, bez żadnych zdobień. Profil ramy jest charakterystyczny dla pierwszej połowy osiemnastego wieku.

Ramę obiega napis – lekko wypukłe, złocone litery układają się w zdanie: Luserat hoc speculo magicas Tvardovius artes lusus at iste Dei versus in obseqvium est, co można przetłumaczyć: Zabawiał się lustrem tym Twardowski, magiczne sztuki pokazując, lecz na służbę Bożą obrócone (to) jest. Kształt liter jest typowy dla pierwszej połowy osiemnastego wieku. Według Wójcickiego, Marcin Szlutta w diariuszu swoim małym (…) mówi, że napis na tym zwierciadle dał nie biskup Krasiński, ale go kazał wyryć pierwszy proboszcz w Węgrowie, gdy owo zwierciadło otrzymał w testamencie dla kościoła tamecznego od pomienionego biskupa za czasów Stefana Batorego, wiedząc dokładnie, że pochodzi od Twardowskiego, o którego czarach nasłuchał się wiele od lat młodocianych.(12) Jak jednak wykazują badania Przypkowskiego, rama została wykonana w pierwszej połowie osiemnastego wieku; lustro oprawiono w nią prawdopodobnie około roku 1711. Zlecili to księża ze zgromadzenia komunistów, którzy objęli w tym czasie opiekę nad kościołem pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny oraz świętych Piotra, Pawła i Andrzeja, odbudowanym po zniszczeniach wojny północnej na zlecenie wojewody płockiego, Jana Dobrogosta Krasińskiego herbu Ślepowron.


Popiersie Jana Dobrogosta Krasińskiego, znajdujące się w kościele poreformackim w Węgrowie

Ten cenny, osobliwy zabytek przechowywany był swego czasu w typowej dla epoki, tak zwanej wunderkamerze, jaką Krasiński, wybitny esteta i kolekcjoner, urządził w swoim wspaniałym pałacu warszawskim. W ręce Jana Dobrogosta Krasińskiego zwierciadło trafiło jako spadek rodzinny po pradziadku Andrzeju, młodszym bracie biskupa Franciszka Krasińskiego. Dar ten miał charakter moralizatorski. W połączeniu z historią o cudownym ocaleniu Twardowskiego(13) stanowił komunikat skierowany do wiernych: nie ma takiej opresji, z której człowiek nie wydobędzie się dzięki szczerej wierze i modlitwie, a napis z jednej strony uznaje Twardowskiego za czarodzieja, z drugiej nie odmawia mu pobożności, a wszelkie nawet powieści ludowe mówią, iż w ostatniej chwili porwania swego przez diabła zyskał jedyny ratunek w pobożnej pieśni.(14) Samo lustro jest zatem jakby trofeum zdobytym na siłach ciemności. Zawieszone w kościele zostało tak, jak wieszało się sztandary pokonanych pogan.

Nie jest to jeszcze koniec historii owego magicznego przedmiotu. Zwierciadło wisi w miejscu niezwykłym dla tego typu obiektów – ponad drzwiami wejściowymi do zakrystii, umieszczone w taki sposób, że przejrzenie się w nim jest prawie niemożliwe. Takie usytuowanie to efekt dawnych przesądów. Trwa dotąd między ludem ciemnym podanie, iż patrzący się w nie bywają rażeni okropnym widokiem, dlatego wysoko zawieszone zostaje. Światły Teodor Narbutt, który to zwierciadło oglądał i opisał, wpatrywał się nie, ale żadnych poczwar nie widział.(15)

Narbutt rzeczywiście nie opisał żadnych sensacji wynikających z jego kontaktu z lustrem, zanotował jednak, że oprowadzający go był wyraźnie przerażony i stał przy drzwiach gotów do ucieczki. Stary posługacz kościelny tłumaczył, że wielu w nim widziało diabła. Dlatego też wysoko nad drzwiami wchodniemi jest zawieszone. (…) Uczniowie dawniej ciskali w zwierciadło ciężkimi przedmiotami, dlatego że w nim ukazywały im się postacie wykrzywiające się w przeraźliwy sposób(16), co tłumaczyłoby (jako jedno z hipotetycznych wyjaśnień) stłuczenie płyty.

Autor niniejszego artykułu również miał szczęście zetknąć się ze słynnym zwierciadłem. Stało się to przy okazji wypożyczenia go na wystawę „Legendy i tajemnice Krakowa”, organizowaną przez Muzeum Historyczne Miasta Krakowa. Lustro jest rzeczywiście bardzo ciężkie. Powierzchnię ma zmętniałą, niejednolitą, całą w nieregularnych plamach, z przecinającymi je jasnymi smugami. Co dziwniejsze, nie mogłem odnaleźć grawerunku, o którym wspominał w 1958 roku Przypkowski. Nie wiadomo, czy oksydacja metalu tak bardzo zatarła wszelkie żłobienia i ozdoby, czy też opisywane ornamenty znajdują się pod krawędzią ramy, zasłonięte przed wzrokiem postronnych? Nie mogę powiedzieć, bym nie czuł metafizycznych dreszczy na karku podczas tak bliskiego kontaktu z tajemnicą. Tym bardziej że panie konserwatorki z muzeum w Krakowie, przygotowane na większe zabiegi renowacyjne przy ramie lustra, były wyraźnie zaskoczone – w ramie nie było ani jednego otworu wskazującego na obecność kołatków lub spuszczeli. A wiem, że wszystkie inne portrety w zakrystii mają krosna dziurawe jak rzeszota!

Przypomniała mi się natychmiast kolejna historia, opisana w książce Odkrywanie sztuki, sztuka odkrywania przez Izabellę Galicką i Hannę Sygietyńską, które w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku, podczas inwentaryzatorskich wędrówek przy opracowywaniu kolejnego tomu Katalogu Zabytków w Polsce, dotarły do Węgrowa. Lustro miało być sfotografowane jako unikatowy zabytek rzemiosła artystycznego z szesnastego wieku. Pomimo przestróg proboszcza zdjęcie wykonano. Ale… Po przyjeździe do Warszawy okazało się, że z 250 fotografii nie wyszła ani jedna. Szklana klisza pękła na pół. Oczywiście klisza, na której było lustro Twardowskiego. I dlatego nie figuruje wśród ilustracji katalogu węgrowskiego.(17)

Prawda czy fałsz?

Trzy ciemne rysy przecinają zmętniałą powierzchnię płyty. Łączy się z nimi wiele legend. Najstarsza sięga 1569 roku: Twardowski na życzenie króla Zygmunta Augusta wywołał za pomocą zwierciadła widmo młodo zmarłej małżonki królewskiej. Pomimo ostrzeżenia maga, że próba zbliżenia się do zjawy przyniesie im obu nieszczęście, król ogarnięty nagłym wzruszeniem usiłował objąć zjawę. W tym momencie duch zniknął, lustro pękło, zaś obaj uczestnicy seansu w niedługim czasie zmarli.

Inna, mniej ponura historia z dawnych czasów opowiada o pewnym proboszczu węgrowskim, który uwielbiał kontemplować swoje oblicze w lustrze. Do czasu, gdy nagle ukazała mu się w nim szpetna twarz diabła… Przerażony ksiądz rzucił pękiem kluczy i rozbił płytę.

Zaklęte lustro potrafi być złośliwe dla ciekawskich i lepiej się w nim nie przeglądać, bo licho nie śpi. Przekonał się o tym Napoleon, kiedy przejeżdżał przez Węgrów w 1812 roku, w drodze na Moskwę. Zapragnął wtenczas obejrzeć owo curiosum. W odbiciu ujrzał przyszłość: klęskę Wielkiej Armii i swoją samotną śmierć na wyspie Świętej Heleny. Upuścił z wrażenia lustro na posadzkę, tłukąc je na trzy części.

Inną niesamowitą historię, związaną z magicznym zwierciadłem, przekazał mi pan Franciszek Rozwadowski, nieżyjący już długoletni kościelny, świetny gawędziarz i znawca tajemnic węgrowskiej bazyliki. A oto jego opowieść: W 1980 roku gościłem w kościele grupę studentów historii sztuki, zwiedzających świątynię podczas objazdu naukowego po Podlasiu. Jedna z rezolutnych studentek wspięła się na drabinę i spojrzała z bliska w lustro. Jej twarz majaczącą w zamglonym odbiciu przecinały pionowe, ciemne smugi. Jak się okazało, studentka w stanie wojennym trafiła do więzienia za działalność opozycyjną. Ciemne smugi oznaczały więzienne kraty!

Najnowsza osobliwa opowieść z pochodzi z Krakowa, dokąd lustro zostało wypożyczone w 2005 roku na wystawę poświęconą między innymi mistrzowi Twardowskiemu. Ukazał się w nim wówczas słynny szesnastowieczny kardynał Hozjusz. Dlaczego właśnie on? A dlaczego nie? Widać pamiątka po czarnoksiężniku nie straciła swoich figlarnych, magicznych właściwości i być może sprawi nam jeszcze niejedną niespodziankę, podobnie jak jej właściciel – Twardowski, szlachcic polski, mieszkaniec Księżyca, a dzięki zwierciadłu – trochę także obywatel Węgrowa.

Po Twardowskim niestety zostało tylko martwe narzędzie, ale nie ma nigdzie najmniejszej wzmianki o tym, w jaki sposób czarnoksiężnik tym narzędziem się posługiwał i jakie osiągnął rezultaty(18) – to zdanie z opublikowanej w 1896 roku obszernej rozprawy wybitnego krytyka, profesora Uniwersytetu Warszawskiego, Ignacego Matuszewskiego, stanowi podsumowanie naszej wiedzy zarówno o lustrze, jak też o samym mistrzu. Niektórzy twierdzą, że przy silnym oświetleniu można było zobaczyć na cieniu rzucanym przez zwierciadło postacie kobiety i diabła… (Pantalejmon Juriew).(19) Ale skąd wziąć silne światło w epoce świec i łuczywa? A może Twardowski używał zwierciadła jako narzędzia w praktykach nekromantycznych? Czy też, jak sugerują inni, wprowadzał się za jego pomocą w trans, pozwalający mu na przepowiadanie przyszłości bądź odnajdywanie ukrytych skarbów? Nie dowiemy się tego już nigdy.

Lustro zachowało jednak swoją moc przyciągającą i co roku do Węgrowa przyjeżdżają ludzie, aby spotkać się z czymś ekscytującym i tajemniczym, czego tak bardzo brakuje w naszej – pragmatycznej do bólu – epoce.

**********************************************************************************

Przypisy:

1 T. Narbutt, Zwierciadło czarnoksięskie Twardowskiego, „Kolumb”, t. III, 1828, ss. 43-46. Narbutt błędnie przypisał tytuł hrabiego Janowi Dobrogostowi Krasińskiemu (1639-1717), który był wojewodą płockim.

2 J. Conrad, Jądro ciemności, PIW, Warszawa 1972, s. 63

3 Ł. Górnicki, Dworzanin polski, BN I, Wrocław 1954, s. 278

4 J. Possel, Historia Poloniae, 1624, rkps za: R. Bugaj, Nauki tajemne w dawnej Polsce – Mistrz Twardowski, Ossolineum, Wrocław-Warszawa-Kraków 1986

5 K.W. Wójcicki, Do redaktora „Tygodnika Ilustrowanego”, „Tygodnik Ilustrowany”, t. IX, 1864, ss. 119-120, za: R. Bugaj, Nauki tajemne w dawnej Polsce, Ossolineum, ss.119-120

6 J. Bielicki, „Niedziele kaznodziejskie, to jest kazania na niedziele całego roku”, Częstochowa 1712, ss. 37-38, 43-44

7 J.S. Bandtkie, Historia drukarń krakowskich, Wyd. Drukarnia Groeblowska Józefa Mateckiego, Kraków 1815, s. 499

8 R. Bugaj, op.cit., s. 236

9 tamże, s. 239

10 „Kłosy”, t. XIII, 1871, s. 328

11 T. Przypkowski, „Lustro Mistrza Twardowskiego w Węgrowie”, Jędrzejów 1958 (mps w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Węgrowie)

12 K.W. Wójcicki, Do redaktora ..., op. cit.

13 Jak głoszą legendy, Twardowski, gdy go już diabli brali do piekła, zaśpiewał kantyczkę (w innej wersji – Godzinki) do Matki Boskiej. Na dźwięk Jej imienia diabły uciekły, pozostawiając maga na Księżycu, gdzie pokutuje za swoje dawniejsze pakty z szatanem. Stąd wzięło się przysłowie: Ratuj się jak Twardowski kantyczką; Nowa księga przysłów polskich, red. J. Krzyżanowski, t. III, Warszawa 1972, s. 551

14 K.W. Wójcicki, op.cit.

15 F. Siarczyński, Śledzenie dokładniejsze wiadomości o Twardowskim, w wiekach przeszłych za sławnego czarodzieja mianym, [w:] „Czasopism naukowy” 1829, s. 23-26

16 T. Narbutt, op.cit. s. 46

17 I. Galicka, H. Sygietyńska, Odkrywanie sztuki, sztuka odkrywania, PAN, Warszawa 1994, ss. 25-26

18 I. Matuszewski, Czarnoksięstwo i mediumizm, Kraków 1896

19 P. Juriew, Tajemnica zwierciadła mistrza Twardowskiego, [w:] „Problemy” nr 8, 1956


Historia zatacza koła. Wydarzenia powtarzają się z podziwu godną przewidywalnością. Do szalonego cesarza Domicjana przybywa astrolog Askleration.

Domicjan, którego ojcem był cesarz Wespazjan, a bratem Tytus pilnie utrwalał błędy poprzedników, nie robiąc przy tym nic, aby rozwinąć ich dokonania – jak pisze w swojej historii astrologii David Berlinski. W epoce wielkich bitew i podbojów wsławił się dokończeniem budowy Koloseum oraz urządzeniem tam igrzysk. Rzymski historyk Swetoniusz relacjonuje, że cesarz na początku swego panowania nic innego nie robił, jak tylko łapał muchy i przekłuwał je ostrym rylcem.

Askleration staje przed cesarzem pewny swojego losu. Gwiazdy ujawniły mu, że zostanie ukarany tak za zatajenie, jak i powiedzenie prawdy. Astrolog wyjawia więc swojemu panu, że niestety jest śmiertelny i wkrótce umrze. Szalony Domicjan jest naraz przerażony i wściekły. Ujawnienie linii przeznaczenia zawsze działa tak samo na tyranów wszystkich czasów: budzi szalony gniew. I tak jak zawsze, samowładca postanawia oszukać los.

- A co ciebie spotka Asklerationie? – pyta z przebiegłym uśmiechem cesarz.

- Zostanę rozszarpany przez psy – odpowiada spokojnie astrolog.

Pomysł jest zaskakujący i dziwny. Rozszarpanie przez psy to scena godna barbarzyńskiej Germanii, a nie cywilizowanego Rzymu. Domicjan wzywa straż pałacową i każe stracić astrologa, a dla udowodnienie nicości jego wiedzy jak najstaranniej go pogrzebać. Rozkaz zostaje wykonany, przeznaczenie wydaje się być odmienione, a cesarz może spać spokojnie. Tymczasem do pałacu wraca gwardzista. Z przerażeniem w oczach opowiada, że podczas pogrzebu zerwała się burza, rozrzuciła mogiłę, a na wpół spalone zwłoki nieszczęsnego astrologa pożarły dzikie psy.

Śmierć cesarza nastąpić miała o piątej. Domicjan nie potrafił zasnąć. Kazał stracić kolejnego wróżbitę, który przewidywał szybką zmianę władzy. W końcu zapytał o godzinę. Służba rozmyślnie skłamała, że już szósta. Rozradowany cesarz popędził do łaźni. Los się odmienił, wróżbita kłamał, a jego panowanie jest niezagrożone. Po drodze został jednak zawrócony przez swojego pokojowca, niejakiego Parteniusza. Ktoś przybył do pałacu z ważną wiadomością. Cesarz wraca do sypialni. Tam czekają już na niego spiskowcy. Domicjan ginie zasztyletowany. Jest piąta rano.

Właściwość tyranów

Wieki mijają, koła czasu obracają się w kolejnych cyklach. Pojawiają się następcy cesarze, dyktatorzy, tyrani, a wraz z nimi astrologowie i wróżbici. Pierwszych zwykle czeka los Domicjana, drugich Asklerationa.

O słabości Adolfa Hitlera do nauk paranormalnych napisano, narysowano i nakręcono wiele. Przykładem „Hellboy” (komiks i film), „Indiana Jones” (pierwsze trzy części), wszystkie gry komputerowe z serii „Wolfenstein”. Wszędzie naziści gonili za kolejnymi relikwiami, a bohaterowie musieli się zmierzyć z tajemnymi, starożytnymi mocami. Uwielbienie Hitlera dla okultyzmu stało się w ten sposób częścią kultury popularnej.

Smutna prawda jest jednak taka, że większość jasnowidzów i astrologów w Tysiącletniej Rzeszy mogła liczyć nie na chwałę, pieniądze i honory, ale na wywózkę do obozu koncentracyjnego razem z Żydami, homoseksualistami, Romami i innymi, którzy nie przystawali do wizji aryjskiego państwa nazistów. Ale przecież skądś się ten mit musiał wziąć. Smutny koniec niemieckich przepowiadaczy przyszłości oznacza, że Hitler musiał się ich bać i musiał się z nimi liczyć. Dlaczego się bał? Jak każdy tyran zakazał stawiania i publikowania horoskopów dotyczących jego osoby. Podana do publicznej wiadomości data jego śmierci mogła przecież skłonić niektórych do nielojalności, spisków, czy po prostu zachwiać morale społeczeństwa. A liczył się z nimi, dlatego że to astrolog uratował jego karierę polityczną w chwili, kiedy wszyscy twierdzili, że już się skończyła. Hitler o tym pamiętał. I o tym, jak bardzo go wtedy oszukano.

Dwóch panów H

Berlin wczesnych lat trzydziestych to metropolia licząca około czterech milionów mieszkańców i jedno z najbarwniejszych miast międzywojennej Europy. Filmy kręcił tam Fritz Lang, prawdziwa legenda filmowego ekspresjonizmu (słynny „M – Morderca” powstał w 1931 roku, a „Faust” Murnaua pięć lat wcześniej). Niemiecka stolica to centrum kultury, sztuki, finansów. Działają tam setki kin, teatrów, restauracji. W kabaretach szaleją protoplastki Sally Bowles. W sferze erotyki również wiele się dzieje. W Berlinie jest oficjalnie zarejestrowanych równo 120 gejowskich dansingów. Co najważniejsze dla tej historii, działa tam około dwudziestu tysięcy jasnowidzów, astrologów, wróżących z ręki i innych, których jedynym źródłem utrzymania jest przepowiadanie przyszłości. Największym z nich jest niewątpliwie Eryk Jan Hanussen.



Berlin lat trzydziestych to również pole bitwy pomiędzy dwoma totalitaryzmami: brunatnym i czerwonym. Ten pierwszy dopiero się budzi. Po trudnych początkach, nieudanym puczu monachijskim i po kilku miesiącach więzienia w bardzo dobrych warunkach, dla Adolfa Hitlera nadchodzi czas sukcesów. Wielki Kryzys powoduje, że wyborcy kierują się w stronę partii skrajnych – NSDAP i komunistów. Popularność Hitlera rośnie, aby osiągnąć apogeum w lipcu 1932 roku, kiedy jego parta zdobywa 37,4 proc. głosów i 230 miejsc w parlamencie. Tymczasem w ciemnych uliczkach trwają walki bojówek komunistycznych z nazistowskimi. Kryzys władzy prowadzi do kolejnych wyborów, już w listopadzie. Tym razem Hitler zdobywa „tylko” 33 proc. głosów i 196 miejsc w parlamencie. Równocześnie do gry wkracza kanclerz Kurt von Schleicher, który proponuje Gregorowi Strasserowi stanowisko wicepremiera i premiera Prus. Strasser to prominentny działacz NSDAP. Przy jego pomocy von Schleicher miał nadzieję dokonać podziału w partii nazistowskiej i przeciągnąć jej lewe skrzydło do swojego obozu. Prawdopodobieństwo, że mu się uda, było bardzo duże. To, w połączeniu ze spadkiem poparcia, niedawno przegranymi wyborami prezydenckimi (wygrał feldmarszałek Paul von Hindenburg) spowodowało, że Hitler stracił siły. Kawiarniani intelektualiści w Berlinie otwarcie się z niego naśmiewali, nazywali bufonem i twierdzili, że już się skończył. W ich oczach Hitler stawał się tym, kim być powinien: żałosną, chaplinowską figurą.

Tymczasem Eryk Hanussen, który przedstawia się jako potomek duńskich arystokratów, robi zawrotną karierę. W Berlinie pojawia się w 1930 roku. Wcześniej zdobył sławę w Czechosłowacji i Austrii jako utalentowany jasnowidz. Na organizowanych przez niego pokazach zjawiają się tłumy. Sale teatralne są wypełnione po brzegi, bilety wyprzedane wiele dni naprzód. To już mu jednak nie wystarczy. Jest człowiekiem niepohamowanej ambicji. W Niemczech zamierza zbudować własne imperium. Łączy w sobie niewątpliwy talent aktorski, szarlatańskie sztuczki oraz umiejętność analizowania i wysnuwania trafnych wniosków. Jest także hipnotyzerem.



W Berlinie otwiera prywatny gabinet i natychmiast odnosi sukces. Jego zwolennikami stają się największe osobistości międzywojennych Niemiec. Otwiera sanatorium, gdzie sprzedaje m.in. afrodyzjaki własnej receptury. To jego kolejny sukces. Za zarobione pieniądze kupuje wydawnictwo we Wrocławiu i wypuszcza dwie własne gazety. W krótkim czasie zdobywa fortunę. Na swoim jachcie Ursel IV urządza dzikie orgie z dużą ilością narkotyków, które zdumiewają nawet przyzwyczajonych do rozpusty Berlińczyków. Jego popisowym numerem jest zahipnotyzowanie kobiety i wywołanie u niej orgazmu połączonego z seksualnym szałem. Koło niego zawsze są ochroniarze z naładowanymi pistoletami oraz młode aktoreczki, które myślą, że w ten sposób zrobią karierę. Sen się spełnił.

Hanussen ma jednak większe ambicje niż bycie ulubieńcem towarzystwa i gospodarzem orgii. Postanawia wejść w politykę. Już w marcu jedna z jego gazet obwieszcza, że wielki jasnowidz zna przyszłość Hitlera: przywódca NSDAP w przeciągu roku zostanie kanclerzem Niemiec. Przepowiednię podchwytuje nazistowska prasa, która dodatkowo obwieszcza, że Hanussen jeszcze nigdy się nie pomylił!

Duńczykiem zaczynają się interesować naziści. Zostają nawiązane pierwsze kontakty. Na Urselu IV bywa hrabia Wolf Helldorf, szef SA w Berlinie. To właśnie Helldorf poznaje Hanussena z Hitlerem. Astrolog jest zachwycony. W końcu stał się pierwszoplanową figurą w Niemczech, a ważny polityk traktuje go poważnie. Stawia wodzowi nazistów horoskop, uczy posługiwać się mandragorą, a także kilku sztuczek aktorskich z dziedziny mowy ciała, które potem Hitler wykorzystuje podczas wieców. Hanussenowi zostaje obiecane szefostwo Aryjskiej Szkoły Nauk Okultystycznych. On sam zostaje nazwany „duchowym ojcem Hitlera” i „prorokiem III Rzeszy”.

Dwaj panowie H. mają ze sobą wiele wspólnego. Obaj pochodzą z Austro-Węgier. Obaj służyli jako kaprale podczas I Wojny Światowej. Obaj przyjechali do Niemiec, żeby spełnić swoje wielkie ambicje. Nic dziwnego, że szybko znajdują wspólny język.

Tymczasem wybucha bomba. Jedna z socjalistycznych gazet ogłasza, że Eryk Hanussen, mentor Hitlera, naprawdę jest Żydem. To kompromitacja dla ruchu. Wódz nazistów, który wszystkich straszy żydowskim spiskiem, sam miałby być kierowany przez Żyda!



Naziści wpadają we wściekłość. Hanussen spokojnie tłumaczy, że co prawda został wychowany przez żydowskie małżeństwo, stąd wielu jego przyjaciół to Żydzi, ale został adoptowany. Jego prawdziwi rodzice, przedstawiciele duńskiej arystokracji, zginęli podczas górskiej wycieczki w Sudetach. Z szuflady wyciąga odpowiedni dokument. Naziści wydają mu się wierzyć.

Jednak Hanussen kłamie – naprawdę jest Żydem. Nazywa się Herschmann Steinschneider, został obrzezany, a w wieku trzynastu lat świętował Bar Micvę. Jego rodzicami byli artyści kabaretowi, jednakże pozbawieni talentu i polotu, którymi został obdarzony ich potomek. Astrolog czuje pętlę zaciskającą się na jego szyi.

Z pomocą przychodzi mu los. W styczniu 1933 roku Hitler zostaje kanclerzem Niemiec. Przepowiednia się spełniła. Obaj panowie H. odbierają listy z gratulacjami, a nazistowska prasa oficjalnie ogłasza, że astrolog nie jest Żydem. Hanussen może odetchnąć z ulgą i jeszcze bardziej zbliża się do ruchu. Zwalnia ochroniarzy. Zamiast tego zostają mu przydzieleni ludzie z SA.

Pod koniec lutego Marinus van der Lubbe, holenderski marynarz, podpala Reichstag. To wydarzenie prowadzi do rozpoczęcia nazistowskiej dyktatury. W krótkim czasie Hitler zawiesza prawa obywatelskie, delegalizuje wszystkie partie prócz NSDAP i zdobywa pełnię władzy. Tylko dlaczego van der Lubbe miałby podpalać budynek niemieckiego parlamentu? Był ułomny fizycznie oraz psychicznie. W śledztwie powoływał się na wewnętrzne głosy, którym próbował się przeciwstawiać. Plotka mówi, że to Hanussen go zahipnotyzował i kazał dokonać podpalenia. Jego udział w spisku jest tym bardziej prawdopodobny, że przewidział to wydarzenie na łamach swoich gazet. Pisał o pożarze, który ogarnie naród niemiecki, a który rozpocznie się w centrum Berlina.

W marcu 1933 roku Hanussen może się czuć bezpiecznie. Jest „prorokiem III Rzeszy”, przyjacielem kanclerza Niemiec. Dodatkową polisą na życie są znajdujące się w posiadaniu astrologa weksle hrabiego Helldorfa oraz filmy z orgii na jachcie. Jego gazeta jest jedną z dwóch, które dostają do czytania więźniowie z nowo otwartego obozu koncentracyjnego w Dachau.

Hanussen zapomniał jednak, że szantaż jest bezużyteczny wobec ludzi, którzy nie wahają się zabić.

Aresztowanie następuje 24 marca. Hanussen jest zdumiony; jego występy były zamówione na kilka tygodni naprzód. Zostaje zawieziony na Gestapo i po kilku godzinach przesłuchania rozstrzelany. Jego ciało porzucono na przedmieściach Berlina.

W liście napisanym do przyjaciela przed śmiercią żalił się: byłem przekonany, że antysemityzm Hitlera to tylko chwyt wyborczy. Jak na jasnowidza bardzo się mylił. Niektórzy badacze jego życia twierdzą, że Hanussen chciał przekonać führera, że istnieją także dobrzy Żydzi. Najwyraźniej astrologowi nie przyszło do głowy, że Hitlera to nie obchodzi.

Marinus van der Lubbe został zgilotynowany w 1934 roku. Hrabia Helldorf piął się w górę nazistowskiej drabiny władzy. W 1944 brał udział w nieudanym spisku na Hitlera. Został schwytany i powieszony na haku.

Hanussen mógł zostać zamordowany z kilku powodów. Pochodzenie jest pierwszym, najbardziej oczywistym, wystarczającym i najprawdopodobniej prawdziwym. Znajomość z nim, sama jego obecność, stawała się z dnia na dzień coraz bardziej krępująca dla hitlerowskich dygnitarzy. Zresztą kwestia żydostwa astrologa była krępująca także dla aliantów. Przed wojną w Stanach Zjednoczonych pojawiło się kilka artykułów opisujących jego działalność. Te głosy jednak wkrótce zamilkły. Myśl, że Żyd, przedstawiciel narodu przeznaczonego przez Hitlera do zagłady, mógł mu pomóc dojść do władzy, była zbyt kontrowersyjna dla wojennych cenzorów. To podejście utrzymało się także po wojnie. Istvan Szabo, wybitny węgierski reżyser, poświęcił Hanussenowi film, w którym jednak pominął wątek jego pochodzenia (astrologa zagrał Klaus Maria Brandauer). I hitlerowcy, i alianci woleli zapomnieć, że jasnowidz był Żydem.

Niektóre teorie wiążą się z pożarem Reichstagu. Hanussen, jeśli nie brał udziału w spisku (Goering miał się przyznać, że to on kazał podpalić parlament. Wielki Łowczy Rzeszy był jednak wielkim chwalipiętą), to przynajmniej wiedział o nim. A jeśli tak, to wiedział za dużo. Hitlerowcy potrafili zabić za dużo mniejsze przewinienia.

Kolejny trop prowadzi na jacht. Homoseksualne skłonności niektórych hitlerowskich zbrodniarzy nie są już tajemnicą. Podczas jednej z orgii u Hanussena, w czasie seksualnej zabawy hrabia Helldorf miał tak mocno biczować młodego chłopca, że ten aż zemdlał z bólu. Kto tam jeszcze bywał? Co robił? Możemy się tylko domyślać. Taśmy astrologa, które miały zapewnić mu bezpieczeństwo, mogły sprowadzić na niego śmierć.

Inni

Nie jeden Hanussen nie potrafił przewidzieć własnej przyszłości. Karl-Gunther Heimoth napisał astrologiczny traktat o homoseksualizmie. Opowiedział o nim Ernstowi Rohmowi, którego wypady do wiejskich hotelików z grupami młodych chłopców okryły się złą sławą. Rohm, przywódca SA był główną ofiarą Nocy Długich Noży. Osadzono go w celi i zamordowano. Heimoth także znalazł się w kręgu represji. Rozstrzelano go.

Karl Krafft pochodził ze Szwajcarii. Młody, inteligentny człowiek utalentowany matematycznie. Jednak to astrologia była jego wielką miłością. W historii nazizmu pojawia się 2 listopada 1939 roku. Wysyła alarmujący telegram do swojego przyjaciela, reżimowego dygnitarza dr Fesela informując, że Hitler będzie w wielkim niebezpieczeństwa pomiędzy 7 a 10 listopada. Ósmego w Monachium wybucha bomba. Fürherowi udaje się przeżyć zamach. Lekkomyślny i butny Krafft przypomina o swojej przepowiedni. W odpowiedzi zostaje wezwany na Gestapo. Jeszcze tym razem arogancja pomaga. Gestapo uznaje, że nie miał nic wspólnego z zamachem, a sam astrolog zostaje współpracownikiem Goebbelsa. Wśród jego przepowiedni znajduje się także ta, która mówi, że Niemcy muszą wygrać wojnę do 1943 roku, inaczej czeka ich klęska. Krafft miał rację. Nie potrafił jednak przewidzieć niebezpieczeństwa, które czyha na niego.

W maju 1941 roku numer 2 w III Rzeszy, Rudolf Hess wyrusza w swój straceńczy lot do Szkocji. Zamierza wynegocjować pokój z Wielką Brytanią. Zamiast tego zostaje aresztowany. O klęsce jego misji świadczy fakt, że Winston Churchill, kiedy dowiedział się kogo schwytano, nawet nie przerwał oglądać filmu z braćmi Marx.

Adolf Hitler oczywiście wpadł w szał. Ponieważ Hess był jednym z największych miłośników astrologii wśród przywódców III Rzeszy, fürher doszedł do wniosków, że to jasnowidze zawrócili Hessowi w głowie. Co więcej, podobnie jak kremlowscy lekarze za późnego Stalina, mieli stworzyć spisek (warto przypomnieć, że oba oskarżenia były wyssane z palca) przeciwko władzy.

Krafft, tak jak inni, zostaje z tego powodu schwytany i uwięziony. Nakazano mu stawiać horoskopy niemieckim i alianckim generałom. Trafnie przewiduje zwycięstwo marszałka Montgomery’ego w Afryce Północnej. Ani ta, ani żadna inna przepowiednia go nie ratuje. Umiera z wycieńczenia 8 stycznia 1945 roku w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie.

Jedynym ważnym niemieckim astrologiem, który przeżył wojnę był Wilhelm Wulff. Spisał i wydał autobiografię „Zodiak i swastyka”. Umieścił w niej takie kuriozalne stwierdzenia jak: Zostałem z kilkoma żydowskimi klientami, którzy byli nawet bardziej prześladowani niż my, astrologowie. On także miał problemy ze stawianiem sobie horoskopu. Nie przewidział własnego uwięzienia w obozie koncentracyjnym w 1939 roku. Udało mu się jednak stamtąd zwrócić uwagę Heinricha Himmlera. Został jego nadwornym astrologiem. Wódz SS podobnież gorączkowo radził się go pod koniec wojny. Czy mam obalić Hitlera? – pytał. Wulff miał trafnie przewidzieć zamach na Hitlera 20 lipca 1944 roku oraz śmierć fürhera. Wydaje się jednak, że astrolog po fakcie dodawał sobie powagi i koloryzował własną biografię. Ostatnie zdanie „Zodiaku i swastyki” brzmi: Narodowy socjalizm został zmiażdżony i zniknął z historii. Astrologia natomiast… pozostała.

Oktawian August

Tyrani nie lubią astrologów. Wiedział o tym Askleration, wiedzieli inni rzymscy wieszczowie. Cesarz August na początku ich lubił, a to przez to, że jeden z nich, niejaki Teogenes postawił mu wyjątkowo korzystny horoskop, który do tego całkowicie się sprawdził. Z biegiem lat jednak boski Oktawian zaczął obawiać się, że kolejni astrologowie próbują przewidzieć długość jego życia. A to była obraza dla cesarskiego majestatu, tak jak obrazą dla Tysiącletniej Rzeszy było stawiania horoskopów Hitlerowi. W 11 roku naszej ery cesarz wydał edykt, w którym zabraniał przewidywania długości swojego życia i odradzał przeprowadzania podobnych wróżb dla kogokolwiek innego. Wtedy astrologowie byli zadowoleni – sam Cezar potwierdzał kunszt ich rzemiosła. Ilu z nich jednak potrafiło trafnie przewidzieć koleje swojego żywota? Przykład Hanussena, Wulffa oraz Krafta pokazuje, że niewielu. Przyszłość jest bowiem niezbadaną tajemnicą. I mądry Askleration zapewne doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Wciąż niewiele wiemy o początkach astrologii w świecie starożytnym. Czy stworzyli ją magowie Egiptu czy chaldejscy kapłani? I jaki udział w jej rozwoju miały kultury Grecji i Rzymu?

Podstawy wiary we wpływ ciał niebieskich na życie ludzkie wydają się oczywiste: w najdawniejszych religiach, kształtujących stosunek człowieka do świata, gwiazdy i planety, a zwłaszcza Słońce i Księżyc, były utożsamiane z bóstwami, i to najważniejszymi. Bogowie zaś mieli niemal nieograniczoną władzę nad losem mieszkańca Ziemi. Poza tym to bogowie stworzyli ten świat, razem z jego światłami dziennymi i nocnymi, pismo nieba musiało więc zawierać ważny przekaz.

Ów przekaz minione pokolenia odczytywały na różne sposoby. W kolejnych cywilizacjach, kształtujących oblicze krain nad Eufratem i Tygrysem, rozwinął się system interpretacji omenów niebieskich, pozwalający snuć prognozy na temat losów władców i ich włości. Nad Nilem śledzenie dramatycznej wędrówki boga Słońca Re przez Świat Podziemny zaowocowało oryginalnymi metodami pomiaru czasu.


Fragment zodiaku z egipskiej świątyni Hathor w Denderze z I wieku p.n.e. Można tu dostrzec Skorpiona, Wagę, Pannę (z Kłosem), Lwa i Raka.

Egipt czy Babilon?

Starożytność klasyczna, ukształtowana przez kulturę Grecji, a później imperium rzymskiego, spierała się, czy astrologia narodziła się w Mezopotamii czy w Egipcie. Grecki historyk Herodot, żyjący w V wieku p.n.e., pisał w swoich „Dziejach”:

„Dalej to także jest wynalazkiem Egipcjan: któremu z bogów każdy miesiąc i każdy dzień jest poświęcony; jaki los spotka każdego wedle dnia jego urodzin; jak on skończy życie i jaki będzie miał charakter. A z tego zrobili użytek ci z Hellenów, którzy zajmowali się poezją. Cudownych znaków więcej u nich wykryto niż u wszystkich innych ludów. Kiedy bowiem zdarzy się cudowny znak, obserwują wynik i zapisują go, a jeżeli kiedy później zdarzy się podobny do tego, sądzą, że będzie on miał taki sam wynik” (tłum. S. Hammer).

Pliniusz Starszy, rzymski encyklopedysta z I wieku n.e., przytoczył w „Historii naturalnej” opinię Babilończyka Berossosa, który twierdził, że obserwacje ciał niebieskich były prowadzone w Mezopotamii od 490 tys. lat. Podaną przez Pliniusza liczbę lat znał już wcześniej Diodor Sycylijski, kiedy spisywał w I wieku p.n.e. 40 ksiąg swojej „Biblioteki”. Ten grecki autor z kolei wierzył, że biegli w sztuce wróżenia z gwiazd Chaldejczycy, jak określano w starożytności Babilończyków, byli egipskimi kolonistami, którzy dotarli do Międzyrzecza w zamierzchłych czasach.

Europa nowożytna przez długi czas brała świadectwa klasycznego antyku za dobrą monetę. Trudno się temu dziwić, skoro właściwie do XIX stulecia kultura i nauka Zachodu miały kontakt z dawnymi tekstami Mezopotamii i Egiptu wyłącznie za pośrednictwem autorów greckich. Sytuacja zmieniła się za sprawą Jeana François Champolliona, który rozwikłał zagadkę pisma hieroglificznego, publikując w 1822 roku w Paryżu słynny „List do Pana Daciera, dotyczący alfabetu hieroglifów fonetycznych”.

Za drugi przełomowy moment można uznać pewne majowe spotkanie roku 1857, kiedy powołana przez Królewskie Towarzystwo Azjatyckie Wielkiej Brytanii i Irlandii komisja rozstrzygnęła, że cztery przekłady pewnego asyryjskiego tekstu klinowego, wykonane niezależnie przez czterech ekspertów, wykazują uderzające podobieństwo pod względem znaczenia całości i poszczególnych słów. Teraz należało tylko wydobyć na światło dzienne przysypane piaskiem biblioteki Międzyrzecza oraz krainy faraonów i zasiąść do mozolnej lektury.

Ze źródeł odczytywanych przez asyriologów i egiptologów wyłonił się nowy obraz dziejów poznawania przez człowieka wszechświata. Okazało się, że tajemna wiedza kapłanów Egiptu i Babilonu w swojej najbardziej podstawowej warstwie zawiera błyskotliwe odkrycia matematyczne oraz uporządkowane systemy astronomiczne, łączące wielowiekowe obserwacje nieba z praktycznymi w obsłudze metodami rachunkowymi. Tylko astrologia gdzieś się w tym wszystkim zapodziała.

Na styku kultur

Dziś historycy nauki skłaniają się ku opinii, że astrologia, która stała się tak popularna w świecie grecko-rzymskim, a później w średniowieczu i epoce odrodzenia, ukształtowała się w greckiej kulturze naukowej. Przy tym jej początków szuka się między IV a II wiekiem p.n.e., kiedy powstawała grecka astronomia matematyczna, której ostatecznym triumfem był precyzyjny kosmos geocentryczny Arystotelesa i Klaudiusza Ptolemeusza. Nie oznacza to jednak, że głosy greckich i rzymskich autorów, szukających ojczyzny astrologii u ujścia Nilu do Morza Śródziemnego lub na Bliskim Wschodzie, należy uznać za całkowicie niepoważne. Historia astrologii starożytnej jest znana zbyt fragmentarycznie, by rozsądne było formułowanie kategorycznych stwierdzeń na jej temat.

Przez astrologię klasyczną rozumiemy zbiór różnych metod, które prowadzą, po pierwsze, do ustalenia położeń ciał niebieskich na wybrany moment; po drugie, do interpretacji tego układu; i po trzecie, do sformułowania na tej podstawie diagnozy lub prognoz dotyczących losów pojedynczej osoby, jakiegoś przedsięwzięcia czy całych krain. Kluczowym elementem jest w tym wypadku zamrożenie obrotu nieba względem horyzontu. Uzyskaną w ten sposób mapę nazywamy horoskopem, a jej wewnętrzna struktura jest zdeterminowana przez punkt zodiaku wschodzący w chwili, dla której obliczamy horoskop – przez ascendent (po grecku horoscopos). Na tak powstałej mapie możemy umieścić planety i punkty, które astrologia uważa za ważne.

Tak rozumiana astrologia rzeczywiście przynależy do sfery nauki greckiej, ale wiele wskazuje na to, że ukształtowała się nie bez wpływów astronomii babilońskiej. Sprzyjały temu intensywne kontakty Grecji ze Wschodem, których kulminacją były czasy Aleksandra Wielkiego (356–323 p.n.e.), wyznaczające w basenie Morza Śródziemnego początek ery hellenistycznej. Oto garść przykładów.

W tekstach klinowych znad Eufratu i Tygrysu, podających położenia ciał niebieskich, występują „sekretne miejsca planet” – obszary na niebie, które w jakiś sposób zwiększały znaczenie planety w formułowanych przez babilońskich pisarzy i kapłanów przepowiedniach. Tradycja ta sięga prawdopodobnie II tysiąclecia p.n.e. Później Babilończycy przypisali te „sekretne” miejsca planet znakom wymyślonego przez siebie zodiaku. Tymczasem w astrologii greckiej odnajdujemy wywyższenia – miejsca w zodiaku, które potęgują działanie planety w horoskopie. Tak się składa, że greckie wywyższenia wypadają w tych samych znakach co babilońskie sekretne miejsca planet. A zatem Grecy wraz z zodiakiem astronomicznym przejęli od Babilończyków pewne jego wróżebne zastosowania.

Astrologia świata grecko-rzymskiego posługiwała się prostymi tablicami, które pozwalały uzyskać podstawowe elementy horoskopu na wybrany moment dnia w roku. Analiza zachowanych greckich horoskopów z I wieku p.n.e. i późniejszych stuleci wskazuje, że do ich obliczania wykorzystywano metody arytmetyczne, wymyślone znacznie wcześniej w astronomii babilońskiej, której głównym zajęciem było właśnie wytwarzanie jak najdokładniejszych tablic położeń ciał niebieskich na różne okazje. Ba, greccy astrolodzy posługiwali się tymi sposobami nawet wówczas, gdy ich koledzy astronomowie opracowali dokładniejsze metody geometryczne, umożliwiające rozwiązywanie trójkątów na sferze niebieskiej.

Ten fragment dziejów astrologii pozwala lepiej zrozumieć uwagę, którą Horacy zawarł w swojej słynnej pieśni 11 z księgi pierwszej, powstałej około 25 roku p.n.e.: „Nie pytaj, bo wiedzieć nie trzeba, jaki mnie, jaki tobie / kres bogowie zgotują, Leukonoe, ni babilońskich / nie badaj liczb” (tłum. A. Lam). Nawiasem mówiąc, to bodaj jedyny poprawny polski przekład tego fragmentu; olbrzymia większość tłumaczy zamiast „babilońskich liczb”, stanowiących podstawę rachunków greckich i rzymskich astrologów, wprowadza tu po prostu „babilońskich wróżbiarzy” czy „babilońską magię”.

Wiemy na pewno, że jeden z twórców geometrycznych modeli ruchów planet, Hipparch z Nikai, pracujący w II wieku p.n.e. na wyspie Rodos, korzystał z zasobów astronomii babilońskiej. Miał dostęp do zbiorów babilońskich danych obserwacyjnych, dotyczących na przykład zaćmień Słońca i Księżyca, dysponował również parametrami liczbowymi, które służyły astronomom z Mezopotamii do prognozowania ruchów planet. Następca Hipparcha, Klaudiusz Ptolemeusz, tworzący w II wieku n.e. w Aleksandrii, wykorzystał w swoich rozważaniach opis przebiegu zaćmienia Księżyca, sporządzony w Babilonie 19 marca 721 roku p.n.e.

To nie wszystkie przykłady, jakie można by przytoczyć, uzasadniając przepływ praktycznej wiedzy astronomicznej ze Wschodu ku ośrodkom greckim, choć przykładów tych nie jest znowu aż tak wiele – historycy nauki byliby szczęśliwi, gdyby ów proces zostawił wyraźniejszy ślad w zachowanych źródłach. Jednocześnie w zgromadzonych do tej pory przez archeologów zbiorach tabliczek klinowych nie znajdziemy tekstów, które są horoskopami w klasycznym tego słowa znaczeniu. Znaki niebieskie, omeny, a później ruchy planet na tle gwiazdozbiorów zodiaku stanowiły w Mezopotamii ważny element sztuki odczytywania możliwego biegu przyszłych wydarzeń, ale sztuka ta nie przekształciła się w klasyczną astrologię, pozostając raczej omenologią. Transformacja najwyraźniej dokonała się w obszarze myśli greckiej epoki hellenistycznej.

Od znaków nieba do horoskopów

Nie oznacza to jednak, że wróżenie z ruchów ciał niebieskich rodem z Mezopotamii nie zaczęło zaprzątać głowy greckich myślicieli wcześniej. Na przykład Ktezjasz, grecki lekarz i dziejopis z drugiej połowy V wieku p.n.e., w swojej „Historii perskiej” wyraził podziw dla zdumiewającej dokładności, z jaką chaldejscy kapłani potrafią przewidywać przyszłość na podstawie znaków nieba. A w słynnym micie o żołnierzu Er z dialogu „Państwo” Platon (V/IV wiek p.n.e.) przydziela planetom kolory w taki sposób, w jaki czyniono to w babilońskich zbiorach omenów astronomicznych.

Przypadek Platona jest interesujący z jeszcze innego powodu. W jego kosmologicznym dialogu „Timajos” znajdujemy następujący fragment:

„Lecz rozprawiać o ruchach kołowych tych gwiazd [planet], o ich spotkaniach i nawrotach, o ich wzajemnych położeniach blisko horyzontu, wykazywać, kiedy się one wzajemnie wyprzedzają, opisywać, jakimi są one w koniunkcjach i opozycjach, które z nich przechodzą poza drugimi i mogą w ten sposób ukryć się przed nami, by znów na nowo się zjawić i wprawiać w trwogę lub oznajmiać przyszłe wydarzenia ludziom niezdolnym do myślenia – opowiadać to wszystko, mówię, byłoby stratą czasu, o ile nie robiłoby się jakichś modeli celem naśladowania tych zjawisk” (tłum. P. Siwek).

Platon uchwycił tu istotę astronomii babilońskiej, opisującej prostymi metodami rachunkowymi zjawiska związane z ruchami planet (pętle, wschody i zachody) oraz zaćmienia. Fragmentowi temu pejoratywny wydźwięk nadaje fraza ludziom niezdolnym do myślenia. Angielski badacz antyku Robin Waterfield argumentuje jednak, że w niemal wszystkich zachowanych greckich rękopisach nie występuje w tym miejscu przeczenie. Innymi słowy, Platon mógł pisać o „ludziach zdolnych do myślenia”, uprawiających wieszczenie na podstawie zachowania się ciał niebieskich, z aprobatą.

Istnieje jeszcze jeden rodzaj źródeł, pozwalający snuć rozważania na temat możliwych aliansów między astrologią świata grecko-rzymskiego i babilońską omenologią. Najbliższe koncepcji astrologii klasycznej są tak zwane babilońskie horoskopy. „Tak zwane”, gdyż nie są horoskopami w dosłownym rozumieniu tego terminu. Znamy niespełna 30 takich tekstów; powstały one w okresie od 410 do 69 roku p.n.e. Najstarsze greckie horoskopy, jakie dotrwały do naszych czasów, pochodzą z końca I wieku p.n.e. W sumie badaczom udało się zgromadzić około 300 greckich horoskopów. Jeśli chodzi o czas ich powstania, rozkładają się one w miarę równomiernie na przestrzeni kolejnych stuleci aż po erę islamu. Innymi słowy, według twardych dowodów grecka astrologia horoskopowa zaczyna się kilkadziesiąt lat po tym, jak przestała istnieć najbardziej wyrafinowana postać babilońskiej astronomii w służbie wróżbiarstwa.

Robiąc ukłon w kierunku starożytnych autorów, wypadałoby się zapytać o miejsce Egiptu w tej astrologicznej mozaice. Kraj nad Nilem dostał się pod panowanie dynastii Achemenidów, władającej także Babilonią, pod koniec VI wieku p.n.e. Oczywiście, nie były to pierwsze kontakty Egiptu z Mezopotamią, ale w czasie sprawowania władzy przez dynastię perską wymiana między ośrodkami wiedzy zyskała niespotykaną wcześniej intensywność. Z tamtego okresu pochodzi zapewne egipski tekst, który prognozował losy sąsiednich krain (Kreta, Syria, ziemie Żydów i Amorytów) na podstawie zaćmień Słońca i Księżyca, w zależności od miesiąca, w którym wystąpią, miejsca na niebie, gdzie będą obserwowane, oraz godziny dnia lub nocy. Podobieństwo do pewnego rodzaju zbiorów omenów niebieskich, funkcjonujących w Mezopotamii, jest nieodparte.

Niemniej wspomniany przez Herodota egipski wynalazek, polegający na umiejętności przepowiadania, „jaki los spotka każdego wedle dnia jego urodzin”, odnosił się raczej do popularnego w Egipcie kalendarzowego systemu dni szczęśliwych i nieszczęśliwych, który był w użyciu nad Nilem co najmniej od połowy II wieku p.n.e. Astrologia horoskopowa zyskała w końcu w Egipcie dużą popularność, ale wyrosła na gruncie kultury hellenistycznej i była w istocie astrologią świata grecko-rzymskiego. Inna rzecz, że egipska szkoła astrologiczna wniosła własny wkład do klasycznej doktryny, chociażby poprzez system dekanów. Dawał on dodatkowy podział każdego znaku zodiaku na trzy równe części, czyli pozwalał wyróżnić 36 dekanów w całym zodiaku (patrz „Tajemnice nieba Egiptu”, „WiŻ” 9/2007). Rzymski astrolog Firmicus Maternus pisał w IV wieku n.e., że dekany mają nieskończoną moc i swobodę w decydowaniu o losach człowieka. W średniowiecznej Europie dekany pośrednio sprowokowały dyskusję o horoskopie Jezusa. A ich najpiękniejszym przedstawieniem do dziś są XV-wieczne freski w pałacu Schifanoia w Ferrarze.

Dlaczego astrologia?

W świecie grecko-rzymskim astrologia nie była jedyną propozycją, jaka pozwalała zainteresowanym zmniejszyć poczucie niepewności co do przyszłych losów ich samych, członków rodziny lub podejmowanych przedsięwzięć. Z astrologami konkurowali magowie, wróżbici różnego autoramentu, czytający przyszłość z dłoni, z wnętrzności zwierząt, z lotu ptaków, ze snów, czy wreszcie poważne wyrocznie. Dlaczego astrologia zdobyła tak ważną pozycję w świecie późnego antyku?

Kwestii tej nie da się rozstrzygnąć w kilku zdaniach. Być może przyczynił się do tego kosmiczny charakter astrologii – o wyniku przepowiedni decydował, przynajmniej z punktu widzenia petenta, cały uporządkowany wszechświat, a stosowane metody, czerpiące z matematyki i astronomii, miały certyfikat najwyższej ścisłości. Niewykluczone, że tak autorytatywna postać przewidywania przyszłości zajęła miejsce, zwalniane w tym czasie przez innego prestiżowego udziałowca na rynku – świątynne wyrocznie. Pod koniec I wieku n.e. przybytki te najwyraźniej traciły swój autorytet w takim tempie, że Plutarch z Cheronei postanowił przedyskutować przyczyny tego zjawiska w dialogu „O zamilknięciu wyroczni”. A rzymski poeta Juwenalis w satyrze opublikowanej około 120 roku n.e. i skierowanej przeciwko instytucji małżeństwa żalił się, że kobiety łatwo ulegają namowom astrologów, ponieważ w czasach, kiedy zamilkła wyrocznia w Delfach, człowiek jest skazany na niewiedzę o swojej przyszłości.

Źródło: Wiedza i Życie
Witam,

Wpierw umiejętności, potem Wady i Zalety. Zaczynamy:

Lista umiejętności jaką może posiadać każdy samuraj(czy to bushi czy shugenja)
Zarówno Godne, pochwalane przez społeczeństwo, jak i Niegodne, których jawne używanie bruka nasz honor. Umiejętności Bugei to wszystkie te, których uczą się wojownicy.
Używanie umiejętności kupieckich, nie jest niehonorowe(za wyjątkiem Handlu) jednak nie przyności zaszczytu.

UMIEJĘTNOŚCI GODNE

Aktorstwo
Specjalizacje: teatr no, teatr kabuki, teatr lalek bunraku, podszywanie się, naśladowanie głosów.
Wyniesiona ze sceny umiejętność gry w artystycznych przedstawieniach teatru no czy kabuki. Poza sceną może zostać wykorzystana do skutecznego udawania kogoś, kim się nie jest, do podszywania się pod inne osoby, naśladowania ich zachowania itp.

Astrologia
Specjalizacja: stawianie horoskopów pojedynczym osobom, przewidywanie globalnych wydarzeń, ustalanie dat optymalnych do odprawiania ceremonii, świąt i tworzenia nemuranai.
Szlachetna umiejętność umożliwiająca rozpoznawanie i interpretowanie układów gwiazd. Pozwala przepowiadać przyszłość, określać ścieżki czyjegoś przeznaczenia oraz precyzować najbardziej odpowiedni czasu do tworzenia magicznych przedmiotów. Rzadko spotykana poza rodziną Asahina z Klanu Żurawia.

Bonsai
Specjalizacja: hodowla wybranego gatunku drzewa.
Artystyczna sztuka hodowania miniaturowych drzew. Uzyskanie efektów pracy nad bonsai wymaga wielu lat zabiegów pielęgnacyjnych i kosmicznej cierpliwości.

Ceremonia Parzenia Herbaty
Specjalizacja: ogólna. Premia za specjalizację tego, kto udanie przeprowadzał ceremonię, jemu samemu i pozostałym uczestnikom ceremonii daje dodatkową premię w tej samej wysokości dodawaną do pierwszego rzutu kością, jaki wykonają jeszcze tego samego dnia.
Ceremonia jest w istocie skomplikowanym, sformalizowanym rytuałem uwalniającym umysł od trosk i oczyszczająca go z niepożądanych myśli. Trwa przynajmniej pół godziny. Dzięki udanemu testowi umiejętność/Pustka, wszyscy uczestnicy ceremonii odzyskują 1 punkt Pustki.

Dyplomacja
Specjalizacja: negocjacje, przemawianie/retoryka, gambit dyplomatyczny (patrz Droga Żurawia), zastraszanie, wybrany klan.
Znajomość niuansów sztuki dyplomatycznej i realiów polityki: zarówno tej oficjalnej - widocznej dla wszystkich, jak i tej realizowanej po cichu, w ukryciu i za kulisami.

Etykieta
Specjalizacja: konwersacja, plotka, manipulacja, obeiesaseru, gawędziarstwo i inne.
Życie dworskie przesiąknięte jest ceremoniałem i dworską etykietą. W otoczeniu najwyższych dostojników Cesarstwa jedno, niebacznie wypowiedziane słowo, nie dość niski ukłon czy źle dobrane elementy stroju, mogą ściągnąć na samuraja kłopoty i przyprawić go o utratę honoru. Powszechnie uważa się, że złe maniery są oznaką niegodnego charakteru.

Gry logiczne
Specjalizacja: go, shogi, inne.
Wielu samurajów z zapałem oddaje się różnego rodzaju grom logicznym, gdyż nie tylko jest miły sposób spędzania wolnego czasu, ale też narzędzie rozwijające umysł i kształtujące ducha. Gry takie jak go są wręcz elementem szkolenia w niektórych szkołach wojskowych, ponieważ uczą planowania własnych posunięć i przewidywania ruchów przeciwnika.

Heraldyka
Specjalizacja: wybrany klan.
Rozpoznawanie mon, sztandarów, nazwisk innych samurajów pozwala zorientować się, z kim mamy do czynienia i wskazać jego pozycję w hierarchii. Znajomość wzajemnej pozycji w sztywnej hierarchii rokugańskiego społeczeństwa jest podstawą wszelkich relacji społecznych. Wielu samurajów traktuje znajomość heraldyki jako swego rodzaju hobby.

Historia
Specjalizacja: wybrany klan, wybrana prowincja, historia wojskowości i inne.
Znajomość historii Rokuganu pozwala wyciągać płynące z niej wnioski i unikać błędów popełnianych przez przodków, albo też iść w ślady tych, którzy w przeszłości zapisali się swoimi czynami jako ludzie wybitni.

Ichi Miru (tylko Urzędnicy Kitsuki)
Specjalizacje: rozpoznawanie kłamstwa, rozpoznawanie charakteru, rozpoznawanie emocji.
Uprawiana przez rodzinę Kitsuki z Klanu Smoka sztuka obserwacji ludzi i wyciągania wniosków na tej podstawie. O m.in. dzięki niej i umiejętności Nazodo śledczy Kitsuki uważani są za najlepszych w całym Rokuganie.

Ikebana
Specjalizacja: w pojedynczym, wybranym stylu jak rikka, seika, heika, moribana.
Szlachetna sztuka artystycznego układania bukietów. Sformalizowana, oparta na sztywnych kanonach kompozycji przestrzennych i przesiąknięta symboliką Żywiołów.

Jeździectwo
Specjalizacja: ujeżdżanie, hodowla, tresura.
Jeździectwo jest obok sztuk walki żelazną pozycją w treningu każdego samuraja. Dzięki niemu wojownik potrafi nie tylko jeździć, ale i walczyć konno.
Poziom umiejętności bugei, z których samuraj korzysta siedząc w siodle (np. kenjutsu czy kyujutsu), jest ograniczony do poziomu jego umiejętności jeździectwo (ignoruje wyższe poziomy, dopóki nie zsiądziesz z wierzchowca). Chcąc więc lepiej walczyć konno, trzeba rozwijać jeździectwo na równi ze sztukami walki.

Kagaku (tylko Agasha i Kitsuki)
Specjalizacja: jeden, wybrany specyfik (patrz Droga Smoka).
Kagaku to znajomość chemii pozwalająca wytwarzać m.in. proch, papier błyskowy itd. Zazdrośnie strzeżona przed przedstawicielami nie tylko innych klanów, ale też innych rodów Klanu Smoka.

Kaligrafia
Specjalizacja: odczytywanie starożytnych tekstów, grafologia, kryptologia.
To szlachetna sztuka pisania, stawiająca formę na pierwszym miejscu nad treścią. Każde pociągnięcie pędzelka, każda kropla tuszu ma swoje miejsce i znaczenie. Doskonałość czyjejś kaligrafii zachwyca równie silnie, jak doskonałość wierszy haiku czy misterny wzór wpleciony w materiał kimono.

Malarstwo
Specjalizacja: portrety, pejzaże, martwa natura, malowanie na jedwabiu.
Wśród samurajów najbardziej popularna jest sztuka rysunku tuszem, oparta na intuicyjnym wyczuciu inspirującego tematu i przelaniu go na papier szybkimi, oszczędnymi pociągnięciami pędzelka.

Materiały wybuchowe
Specjalizacja: jeden, wybrany rodzaj materiału wybuchowego (najczęściej będą to fajerwerki, rzadziej czarny proch).
Znajomość technik wytwarzania i obchodzenia się z materiałami wybuchowymi jest rzadka wśród samurajów. Stosunkowo częściej można spotkać się z nią w rodzinach Kaiu, Agasha, Kitsuki, oraz wśród Skorpionów szkolonych w szkole Zabójców Shosuro. Granaty dymne, błyskowe, petardy, wszelkiego rodzaju fajerwerki to chleb powszedni takiego samuraja. Szkoda tylko, że materiały wybuchowe tworzone na bazie czarnego prochu są tak nietrwałe i niestabilne, co ogranicza ich zastosowanie.

Medycyna
Specjalizacja: akupunktura, zielarstwo, masaż.
Znasz się na praktykach medycznych Rokuganu: leczysz i opatrujesz najcięższe nawet rany, sporządzasz i aplikujesz medykamenty, rozpoznajesz i leczysz choroby.

Medytacja
Specjalizacja: ogólna. Dzięki udanemu testowi medytacji harmonia ciała i ducha jest całkowita. Przez tyle godzin, ile wynosi premia za specjalizację w medytacji, samuraj zachowuje prawo do rzutu (ale nie zatrzymania) jedną, dodatkową kością , w pojedynczym, wybranym przez siebie teście.
Dzięki sztuce medytacji (za-zen), poprzez test Medytacja/Pustka z PT 20, po godzinie medytowania samuraj odzyskuje wszystkie wydane Punkty Pustki. Do udanej medytacji niezbędne są odpowiednie warunki: spokojne, ciche miejsce, gdzie nikt nie zakłóci samurajowi jego medytacji.

Muzyka (wybrany typ instrumentu)
Specjalizacja: komponowanie, improwizacja, akompaniament.
Potrafisz grać na jednym, wybranym przez siebie instrumencie muzycznym. Wśród samurajów najbardziej popularnym jest bambusowy flet shakuhachi, chętnie wykorzystywany również do medytacji.
1 ed. "�na co najmniej jednym instrumencie: im wyższy poziom umiejętności, tym więcej instrumentów opanowałeś."

Nazodo (tylko Smoki)
Specjalizacja: przesłuchiwanie, przeszukiwanie, zbieranie dowodów, rozwiązywanie zagadek logicznych.
Umiejętność nazodo działa i jest wykorzystywana tak jak Śledztwo, ale pozwala również rozwiązywać zagadki logiczne, układanki itp. Jeśli ktokolwiek w Rokuganie wymyśliłby sudoku, to z pewnością byłby to któryś ze Smoków.

Origami
Specjalizacja: klasyczne, modułowe, dekoracje użytkowe.
Origami jest szlachetną sztuką składania papieru w przestrzenne figury, nieraz o symbolicznym charakterze. Papieru na origami nie powinno się ciąć, sklejać, dodatkowo ozdabiać. Najczęściej składane są postaci zwierząt i roślin. Poza oczywistymi wartościami artystycznymi, układanki origami bywają wykorzystywane również podczas różnego rodzaju ceremonii - w tym religijnych.

Poezja
Specjalizacja: recytacja, improwizacja, dramatopisarstwo.
Każdy samuraj powinien przynajmniej raz w życiu napisać wiersz. Jeśli nie pozna umiejętności poezji, jego przedśmiertne haiku wzbudzi jedynie zażenowanie wśród rodziny i niechęć jego u przodków. Wiersze haiku to najbardziej popularny typ rokugańskiej poezji.

Polowanie
Specjalizacja: wybrany rodzaj terenu (las, góry, pustynia itd.), naśladowanie głosów zwierząt
Umiejętność ta obejmuje nie tylko samą sztukę polowania na zwierzynę, ale też znajomość tropienia, zasad przeżycia w dziczy, odnajdywania źródeł wody, zastawiania sideł itp.

Prawo
Specjalizacja: prawo wybranego Klanu, biurokracja, wyłudzanie łapówek
Wiesz jak działa rokugański system prawny, możesz prowadzić czynności prawne w imieniu swoim lub kogoś innego.

Shintao
Specjalizacja: ogólna. Premia za specjalizację dodawana jest do wyniku rzutu w teście medytacji oraz nauczania.
Shintao to podstawowa umiejętność każdego mnicha, jak również shugenja, sprowadzająca się do zgłębiania prawd zawartych w Tao Shinsei: najważniejszym dziele filozoficznym Rokuganu. Każdy kolejny poziom umiejętności oznacza osiągnięcie przez samuraja następnego szczebla na drodze ku duchowemu oświeceniu i wewnętrznej harmonii. Zrozumienie podstaw Shintao otwiera drogę do doskonałości duchowej i fizycznej: nie można podnieść żadnej cechy powyżej 5-ciu, jeśli nie zna się Shintao na poziomie 3 lub wyższym.

Sokolnictwo
Specjalizacja: wybrany gatunek ptaka (sokół, pustułka, jastrząb i inne).
Tresura drapieżnych ptaków do polowania wraz ze swoim panem wymaga poświęcania im przynajmniej miesiąca, po minimum 12 godzin tygodniowo. Treser co tydzień robi test umiejętności z PT 20: porażka oznacza, że tydzień nauki poszedł na marne. Na zakończenie nauki jeszcze jeden, ostateczny test. Tutaj sukces oznacza, że ptak został dobrze wytrenowany, zaś porażka jest równoznaczna z bezpowrotną ucieczką ptaka.
1 ed. "...ostateczny test przeciwstawny przeciwko Inteligencji ptaka..." Nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek ptak miał Inteligencję większą niż 1, dlatego taki test udawałby się zawsze.

Szczerość
Specjalizacja: kłamstwo, uwodzenie, plotkowanie.
Szczery samuraj to taki, który na swoim otoczeniu sprawia wrażenie, że głęboko wierzy w to, co mówi. To wprost niesłychanie ułatwia poruszanie się w sztywnych, sformalizowanych stosunkach społecznych, gdzie słowo samuraja ma wagę większą nad suche fakty, które mogłyby świadczyć przeciwko niemu i jego sprawie.

Śledztwo
Specjalizacja: przesłuchiwanie, przeszukiwanie, zbieranie dowodów.
Umiejętność profesjonalnego prowadzenia śledztwa jest podstawowym narzędziem pracy namiestników klanu, Cesarza czy Szmaragdowego Czempiona. Dzięki niej samuraj wie, gdzie na miejscu przestępstwa szukać dowodów, jak ma przesłuchiwać świadków i zestawiać istotne dla śledztwa fakty.

Taniec
Specjalizacja: ceremonialny mai, popularny odori i inne, rzadziej spotykane rodzaje tańca.
W Rokuganie nie funkcjonuje taniec towarzyski jako taki. Tańce mai i odori wykonywane są przez solistów lub grupy taneczne dla grona widzów. Mai niemal bez wyjątku przypisane są dworom i ceremoniom religijnym, podczas gdy odori jest dużo "lżejszą muzą" i pojawia się powszechnie podczas większości świąt, festynów, tańczony jest tez po prostu dla rozrywki widzów.

Teologia
Specjalizacja: wiedza na temat wybranej Fortuny, czary wybranego Żywiołu.
Premia za specjalizację w czarach wybranego Żywiołu dodawana jest do wyniku rzutu kośćmi podczas testów wypowiadania czy rozpoznawania zaklęć tego żywiołu oraz przy opracowywaniu nowych formuł przyporządkowanych temu Żywiołowi.
Teologia jest podstawową umiejętnością każdego shugenja, jak również mnicha. Nie tylko daje szeroką i wyczerpującą wiedzę na temat panteonu rokugańskich Fortun, ale przede wszystkim pozwala odprawiać stosowne rytuały i obrzędy religijne. Rokugan jest krajem wyjątkowo religijnym i modlitwy - choćby przed domowym ołtarzykiem ku czci przodków - są naturalną częścią życia każdego samuraja.

Tsangusuri (tylko shugenja Asahina)
Specjalizacja: jeden, wybrany rodzaj fetysza (patrz Droga Żurawia).
Dzięki tej umiejętności shugenja jest w stanie tworzyć fetysze - pomniejsze magiczne amulety jednorazowego użytku, dokładnie opisane w Drodze Żurawia. Wiedza ta jest hermetyczna i zazdrośnie strzeżona przed innymi rodzinami i klanami.

Wiedza o ...
Człowiek uczy się całe życie i ta umiejętność reprezentuje jedną z dziedzin, w których kształcił się posiadający ją samuraj. Może on wybrać dowolny temat umiejętności, jak np. Wiedza o Shugenja, Wiedza o Krainach Cienia i wiele, wiele innych. Niektóre z nich zosta opisane niżej szczegółowo. Wybór specjalizacji do tej umiejętności pozostaje w rękach Mistrza Gry.

Wróżbiartswo
Specjalizacja: wybrana metoda wróżenia, np. wróżenie z łodyg krwawnika.
Oparta na Pustce umiejętność przepowiadania przyszłości przy pomocy specjalistycznych narzędzi jak rokugańskie odpowiedniki Księgi I-ching, łodyg krwawnika, runów, tarota itp. Spędzasz godzinę na medytacji i odprawianiu odpowiednich rytuałów, po czym zadajesz MG jedno pytanie. Wróżba nie może dotyczyć spraw sięgających w przyszłość dalej niż 1 tydzień na poziom umiejętności. MG ustala PT testu w zależności od trudności i wagi pytania, po czym sam wykonuje rzut kośćmi w tajemnicy przed tobą. Porażka oznacza niezrozumiałą lub też całkowicie błędną odpowiedź (jeśli poległeś w teście więcej niż 15-oma punktami).
Od Morfa: moim zdaniem wróżbiarstwo powinno przynosić efekty tylko wtedy, jeśli stawiane pytanie będzie formułowane prawidłowo, np. "co się stanie, jeśli wyjdę za mąż za pana Yasuki Tadeo?", a nie "czy Yasuki Tadeo będzie dobrym mężem?" Bo ten konkretny samuraj-sadysta może być dobrym mężem dla innej kobiety, a ciebie zabije w miesiąc po ślubie;) Odpowiedzi jakie można otrzymać z narzędzi wróżbiarskich w rodzaju rozrzuconych łodyg krwawnika są ogólne aż do bólu, nieprecyzyjne, wieloznaczne i mnóstwo zależy od ich właściwej interpretacji.

Zarządzanie
Specjalizacja: gospodarstwo domowe, administracja państwowa, biznes
Samuraj wyposażony w tę umiejętność jest biegły w sztuce zarządzania majątkiem, produkcją, hodowlą itp. Posiada kierunkową wiedzę na temat księgowości, podatków, ekonomii. Sprawnie zarządzane dobra przynoszą swemu panu wyższe dochody. Każda dobra samurajska żona, na której głowie spoczywa zarządzanie domem i majątkiem męża, specjalizuje się w zarządzaniu gospodarstwem domowym.

>